Malina Streetwear [WYWIAD]

By | 19:29



"Jedyną osobą na którą możesz liczyć, jesteś tylko ty sam." - rozmowa z Maliną Łęską


Początek modowej blogosfery w Gliwicach datuje się na ok. 2012 rok, kiedy to jak grzyby po deszczu powstawały kolejne strony, które swoim indywidualnym podejściem do pojęcia "fashion" chciały zarazić innych. Dzisiaj można policzyć na palcach jednej ręki, ilu z nich dalej prowadzi swoje blogi. Jedną z nich jest Malina (tak naprawdę Agata, ale o tym potem) Łęska. Od zawsze wyróżniała się z pośród tłumu wszystkich blogerek, ponieważ jarał ją streetwear.  O tym, dlaczego porzuciła baletki na cześć airforce'ów, tęsknocie za śląskiem oraz planach na nowy rok opowiedziała mi w rozmowie.

Malina Fashion, Malina Streetwear czy Malina Youtuberka  - kim dzisiaj określa się Agata Łęska?


O Jezu... Czemu mówisz Agata...


Nie wyprzedzaj, to będzie kolejne pytanie!


Okej! (śmiech) Zdecydowanie Malina Streetwear. To były takie etapy. Kiedy zakładałam swojego pierwszego bloga w 2012 roku 
robiłam głównie ubrania DIY (do it yourself). Wtedy była Malina Fashion, bo stwierdziłam, że będę przerabiała swoje rzeczy. Potem dodawałam już całe stylizacje, zaczęłam nosić snapbacki, airforce'y, słuchać rapu, zmieniłam totalnie styl. Już wtedy byłam streetwearowa, ale nazwę zmieniłam dopiero rok temu. W międzyczasie zaczęłam nagrywać na swój kanał na Youtube, więc byłam też Maliną Youtuberką, ale aktualnie wszędzie jestem już Maliną Streetwear i tak czuje się najlepiej.


Czyli Streetwear traktujesz jako kolejny etap, czy tak już zostanie do końca?


Nie planuje już żadnych zmian w mojej domenie.


Chodziłaś do szkoły baletowej. Dlaczego zamieniłaś baletki na AirForce'y?


Miałam kontuzję. W wieku 14 lat dowiadujesz się, że nie możesz robić tego, co tak bardzo kochasz. Byłam mega załamana. Ukończyłam ten rok, pojechałam na zawody i zajęłam pierwsze miejsce, więc skończyłam w pięknym stylu. Potem zaczęłam słuchać rapu, zajarałam się streetwearem i zaczęłam tańczyć hip-hop. 


Agata Łęska, właśnie - mało osób wie, że Malina to nie jest Twoje prawdziwe imię. Dlaczego nigdzie nie widniejesz jako Agata?


Od 2012 roku, zawsze wszyscy mówili do mnie Malina. Moi starzy znajomi przechwycili to od moich rodziców, ponieważ jak byłam mała, piłam zawsze dużo soków malinowych, takich własnej roboty - swoją drogą właśnie mam maliny w lodówce. Nigdy nie przepadałam za swoim imieniem. Pierwszy raz przedstawiłam się z imienia w wywiadzie na żywo dla TV Republika. Wszyscy byli trochę w szoku, bo miała być Malina Łęska, a na żywo przedstawia się Agata. Zresztą nawet w sprawach biznesowych ludzie mówią do mnie Malina. Dlatego moim postanowieniem noworocznym jest w końcu zmienić imię w dowodzie!


Oby się spełniło! Bo wiesz jak to z tymi postanowieniami noworocznymi... Ale teraz trochę o Śląsku. Mieszkałaś tam do 20 roku życia. Co Cię skłoniło do tego, żeby jednak wyjechać?


Przeprowadzka była totalnie spontaniczna. Całe życie mieszkałam na Śląsku, kocham Śląsk bo to moje rodzinne strony. Dokładnie rok temu, kiedy przyszedł 2016 rok, wymyśliłam sobie, że moim postanowieniem noworocznym będzie przeprowadzka do Warszawy. Pod koniec lutego w tydzień się spakowałam, zrobiłam imprezę pożegnalną i wyjechałam. Moi rodzice dowiedzieli się o tym parę dni przed.


A jak na to zareagowali?


Byli lekko zdziwieni, ale od dłuższego czasu wiedzieli, że prędzej czy później się wyprowadzę do Warszawy, bo mój chłopak tam mieszka. Zresztą, bywałam tam praktycznie co weekend, bo grałam w pierwszym serialu na Youtubie - "KORPO", jeździłam do chłopaka, załatwiałam różne sprawy. Jedynie mogli być źli, że tak nagle. 


To w Gliwicach miałaś swoje początki bloga, z perspektywy czasu - lepiej robić coś na Śląsku czy w Warszawie?


Warszawa daje na pewno dużo więcej możliwości. Wiele współprac dostawałam właśnie ze stolicy - m.in. serial, który dał mi większą rozpoznawalność na Youtubie.  Co prawda konkurencję tutaj czuje się na każdym kroku, ponieważ jest tu bardzo dużo ambitnych osób. Zresztą, na ulicy co druga osoba jest jakimś youtuberem, blogerem, pracuje w domu mediowym, czy koordynuje jakieś współprace. Cały rynek się tutaj osiedlił, więc poprzeczka jest postawiona wysoko. W Gliwicach byłam jedną z pierwszych osób, która założyła bloga modowego. To sprawiło, że hejt był ogromny. Więc z perspektywy czasu - lepiej mieszkać w Warszawie. Tam każdy może na luzie być sobą i nie będzie za to wytykany palcami. 


Tęsknisz za Śląskiem, za Gliwicami?


Za Śląskiem tęsknie bardzo. Najbardziej chyba za Katowicami tak naprawdę, bo to tam miałam swoje pierwsze poczynania z projektowaniem ubrań, koordynowałam swoją pierwszą markę "Who Cares". Wiadmo, tęsknie za tym, za rodzicami, za siostrą, za przyjaciółmi, ale trzeba iść do przodu. Śląsk jest bardzo specyficzny, ta cała aglomeracja miast położonych blisko siebie ma swój urok, ale nie chciałabym tam mimo wszystko wrócić. Jestem tam i tak stosunkowo często, bo wpadam w odwiedziny do rodziny. To swoją drogą bardzo fajnie weryfikuje znajomości...


W jaki sposób?


Byłam teraz na święta w Gliwicach i poszłam na "pasterkę" na rynek. Czułam niemiłe spojrzenia na sobie, jakieś szeptanie patrząc w moją stronę. Nie tego się spodziewałam. Do tego spotkałam starych znajomych, którzy nawet nie powiedzieli mi cześć. Zjechali mnie wzrokiem i poszli dalej. Czułam się jak trędowata. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Ale dzięki temu wiem już, co było prawdziwą relacją, a co było nic nie warte.


Warszawa przywitała Cię miło, czy był kubeł zimnej wody?


Kubeł zimnej wody zdecydowanie. Przyjechałam, poukładałam swoje rzeczy w mieszkaniu, usiadłam na łóżku i pomyślałam "O kurwa, jestem w Warszawie. I co dalej?". Musiałam sobie i innym udowodnić, że dam radę, że osiągnę tutaj jakiś sukces. Jestem ambitna i zawsze dążę do celu. Na początku poczułam straszne odległości. Komuś właśnie opowiadałam kiedyś, że Warszawa jest piękna, chyba że musisz gdzieś dojechać na ósmą rano. Na początku zaczęłam pracę w Epic Makers. Dzień w dzień wstawałam o 6 rano i siedziałam w biurze do nocy, bo wszystko było dla mnie nowe, musiałam się wszystkiego nauczyć. Ale poznałam dzięki temu wiele wspaniałych ludzi. Ogromnym wsparciem był też mój chłopak Maks, bo to on dawał mi kopniaki, kiedy miałam jakieś gorsze dni i chciałam wracać do domu. 


Czego uczy takie rzucenie się na głęboką wodę?


Samodzielności - ja się tutaj nauczyłam tego, że jedyną osobą na którą możesz liczyć, jesteś tylko ty sam. Pokory też na pewno uczy. 


Czy Śląsk może być trampoliną do sukcesu? Istnieje opinia, że "żeby coś osiągnąć, trzeba pojechać do Warszawy". Ty się z tym utożsamiasz?


Tak, żeby coś osiągnąć, trzeba przyjechać do stolicy, ale to dlatego, że na przywitanie Warszawa daje Ci kopa w twarz i mówi: "Halo, nie jesteś wyjątkowa, musisz tutaj czterdzieści razy bardziej zapieprzać, żeby coś stworzyć." Ale odnośnie sukcesu na Śląsku - nie ma jakiegoś konkretnego przepisu na to, żeby się udało. Ktoś może mieszkać na wsi, mając super podejście do mody, jeździć raz w miesiącu do większego miasta zrobić zdjęcia i to może okazać się świetne. Ale, jeśli chcesz nauczyć się zapierdzielać - zapraszam do Warszawy! No i wiadomo, że jeśli zadzwoni do Ciebie przykładowo Dzień Dobry TVN i zaprosi Cię na jutro na nagrania, albo musisz podpisać jakąś umowę o współpracę z marką - jesteś na miejscu. To jest zawsze plus. 


Ostatnimi czasy bardzo mało Cię w internecie. Dlaczego? 


Otworzyłam ze znajomymi firmę i to zabrało mi 90 % mojego czasu. To jest jeden z moich sukcesów, które postanowiłam i osiągnęłam. Miałam możliwość poznać takich ludzi, z którymi nam się super współpracuje i jestem z tego bardzo zadowolona. Zresztą, mogę się pochwalić, że w tak krótkim czasie przegoniliśmy już kilka konkurencyjnych firm, więc dla mnie jest to ogromny sukces, o którym mało kto wie. Moi obserwatorzy nie wiedzą o tym, co się u mnie działo przez ten rok, ponieważ musiałam trochę kosztem youtuba i bloga oddać się czemuś innemu. 


Ale nie chcesz tego zostawić? Jakie są Twoje najbliższe plany na ten rok?


Nigdy! Dostawałam wiele wiadomości o to, dlaczego nie ma mnie w internecie. Ja sobie powiedziałam, że w 2016 roku skupiam się na firmie. W 2017 roku wracam do bloga, do kręcenia filmików. Moim postanowieniem noworocznym jest dotrzeć do jeszcze większej rzeszy odbiorców. Dlatego też, cieszę się, że robimy ten wywiad, bo to idealny czas. Ludzie w końcu będą wiedzieć, co się u mnie dzieje. Mam już więcej czasu, także teraz tylko czekajcie na nowości. 


Czego możemy się w takim razie spodziewać? Zdradź mi trochę więcej!


Na pewno zakładamy z Maksem kanał na youtube i konto na instagramie (wszystkie linki na samym dole). Będą tam nasze gameplaye, dużo lifestylu, wspólne lookbooki - jednym słowem, będzie dużo o nas. 


Coś konkretniej?


Na pewno będzie pierwsza seria Maksa z grą "Watch Dogs 2", mamy też kilka śmiesznych produkcji, które czekają na opublikowanie. Nie chcemy tego pokazywać jak typowi gamerzy, chcemy, żeby w tym wszystkim było dużo nas. Na moim kanale wprowadzam za to nowy format lookbooków, bo na tym chcę się najbardziej skupić i filmiki "gadane" o polskich markach streetwearowych. Chcę pokazać, że nie tylko amerykanie mają dobrej jakości ubrania. Już mam podjęte kilka współprac z markami, także czekam na odpowiedni czas i działam.


A uchylisz rąbka tajemnicy, jaki to będzie format? Co się zmieni?


Aaaaaa, nie! Zobaczysz! Powiem tylko, że będą ujęcia z drona, a pod względem technicznym będzie miazga!


Dobra, widzę, że nie dasz się pociągnąć bardziej za język. To pytanie z innej beczki. Jak radzisz sobie z hejtem?


Mam go w dupie. Wydaje mi się, że jedną z zasad dobrego wychowania jest umiejętność wyrażania swojej opini, nie krzywdząc przy tym innych. Ludzie bardzo często mylą konstruktywną krytykę z bezczelnością i chamstwem, którego nie toleruję.


A usuwasz takie komentarze? Czy zostawiasz?


Usuwam. Jeżeli widzę komentarze typu "Nie wiem co gorsze, wbijanie bolca w murzynkę, czy oglądanie Maliny Streetwear", to od razu usuwam i daje shadowbana. To moje miejsce w sieci i ja ustalam tutaj zasady. 


Czy Malina jest szczęśliwa? Co daje Ci szczęście?


Jestem bardzo szczęśliwa, bo udaje mi się sukcesywnie spełniać moje cele i mam najlepszego chłopaka na świecie, który kiedyś, mam nadzieję, zostanie moim mężem. Patrzę pozytywnie na świat, więc jestem szczęśliwa, kiedy świeci słońce, pada śnieg albo kupię sobie nowe Jordany!




Linki do wszystkich kanałów Maliny:
COUPLE GAMING INSTAGRAM
MALINA I MAX YOUTUBE
MALINA STREETWEAR INSTAGRAM
MALINA STREETWEAR YOUTUBE
MALINASTREETWEAR.PL



Nowszy post Starszy post Strona główna