10 typów klientów w sklepach odzieżowych

By | 17:27 23 komentarzy

   Święta, święta i po świętach. Cały rok oczekiwania po to, żeby ten czas mignął gdzieś przed oczami. I nagle budzimy się 27 grudnia. Jak każdy szanujący się Polak, ten dzień spędzamy w... galerii handlowej. Wyprzedaże po świętach to druga w roku okazja (pierwsza jest po wakacjach) do obkupienia się w szmatach po obniżonych cenach. Pracując przez pewien czas w jednej z sieciówek, wyodrębniłem kilka typów klientów w sklepie odzieżowym. A Ty? Którym typem jesteś?

1. SZPERAK
Zachowuje się, jakby brał udział w konkursie na najbardziej malownicze rozpierdolenie poukładanych stosów ubrań na stolikach, zrzuca ciuchy z wieszaków, po czym twierdzi, że nic tutaj nie ma i wychodzi ze sklepu, pozostawiając po sobie burdel i niesmak w oczach pracowników.

2. ZOSIA SAMOSIA
Czegoś szuka, ale nie potrafi znaleźć. Grzecznie podchodzisz i pytasz, czy w czymś pomóc. Odmawia, po czym po 10 minutach przychodzi i jednak potrzebuje Twojej pomocy w znalezieniu czarnego płaszcza ze skórzanymi wstawkami. Co najlepsze - zazwyczaj okazuje się, że szukana rzecz wisi obok. Przeciwieństwem jest ...

3. POKOLENIE GOOGLE
"Macie Jeansy? Jakieś ciemne? A z wytarciami? Szybko się prują? Materiał jest trwały? Zejdą się w praniu? M będzie dobre? ..." Zarzuca Cię pytaniami tak, że czujesz się jak w teleturnieju. Z tą różnicą, że tutaj wygraną jest jedynie satysfakcja klienta...

4. IMPREZA W PRZYMIERZALNI
Najczęstszy typ klientów w wieku gimnazjalnym. Coś w stylu: "Weźmy wszystkie ciuchy ze sklepu i przymierzmy w jednej przymierzalni!" - powiedziała Ola z Alą i rozpierdoliły wszystko, ostatecznie zostawiły sterty ubrań w kabinie i ulotniły się ze sklepu.

5. SPACEROWICZ
Tu coś dotknie, tam coś przejrzy, ma niesmak na twarzy, ale kolejne 20 minut spędzi na spacerowaniu po sklepie. I tak nic nie kupi, ale ile kalorii spali, to jego.

6. SZLACHCIC
Ja rozumiem, że "klient nasz pan" i ogólnie szacuneczek, ale są ludzie, którzy bardzo nadużywają swoich przywilejów. Przychodzi mi taki Andrzej, w czarnej skórze, z ketą na szyi i złotym Rołli na ręce. W każdy możliwy sposób pokazuje, jak bardzo nie podoba mu się fakt, że musi stać w kolejce, sam spytać sprzedawcę, czy mają jego rozmiar i że nikt nie nosi za nim jego zakupów. Kiedy podaję mu kwotę do zapłaty, szarmancko rzuca mi kartą praktycznie w ryj. I wtedy wiem, że Cebulaczyna albo jest świeżo po wypłacie, albo dopiero wrócił z Niemiec, gdzie zarobił ojro i jest w Polsce kimś.

7. AWANTURNIK
Do tej grupy zalicza się każdy, kto chce na siłę zmienić regulamin sklepu (czyt. zwroty ubrań albo gwarancje). Nie kłoć się, jeśli sprzedawca mówi Ci, że termin na zwrot minął. On ma wyjebane i chętnie oddałby Ci ten hajs, ale są zasady, których musi się trzymać i to Ty wychodzisz na debila, kiedy się wykłócasz i zwalasz winę na sprzedawcę. A szczyt kretynizmu osiągasz, gdy wiesz, że nie masz racji, ale myślisz, że coś wskórasz.

8. WSTYDNIŚ
Faceci, którzy kupują damską bieliznę, a szczególnie erotyczną. I ich reakcja, gdy wręcz wykrzykując, pytałem "TYLKO TEN STANICZEK BĘDZIE?!". Jakoś trzeba było sobie umilać czas.

9. URZEKŁA MNIE TWOJA HISTORIA
"Proszę mnie szybko skasować, bo mąż zaraz przyjdzie. Jeszcze się rozmyśli i nic nie będę mogła kupić. Ostatnim razem musiał przyjść za mnie zapłacić, bo mi karta nie przeszła, to Pan sobie nie wyobraża jaki potem był na mnie zły. Musiałam mu kolacje zrobić [...]". Rada na przyszłość: nawet nie myśl, że choć trochę przejmuję się Twoim życiem, kiedy stoję w tym miejscu. Uśmiecham się tylko dlatego, bo muszę być miły i naprawdę jedyne co mnie interesuje, to fakt, że za 3 godziny wracam do domu.

10. NEGOCJATOR
Uwielbiam tych ludzi. Wchodzą do sklepu odzieżowego i myślą, że tutaj jest jak na giełdzie. Coś utargujesz, coś pokombinujesz. Jednak rzeczywistość jest dla nich bolesna, kiedy nie dostaną ani upustu, ani gratisu za to, że kupili koszulę, spodnie i kurtkę. Takie życie.

Na pewno jest jeszcze wiele typów klientów, ale to takie moje "best of the best". Pamiętajcie! Sprzedawcy w sklepie są tylko ludźmi, mają gorsze dni, źle się czują. Nie bądźmy chujami. Kiedy widzisz, że ktoś układa koszulki, nie podchodź i nie rozpierdalaj ich na nowo, tylko poproś o rozmiar.

Bądź dobrym klientem!
Nowszy post Starszy post Strona główna

23 komentarze:

  1. Sama prawda, ale podobnie jak przy wciskaniu ulotek - zrozumiesz dopiero wtedy, kiedy znajdziesz się po drugiej stronie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Trafne spostrzeżenia. Fajnie napisane.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ty też nie jesteś lepszy. jeśli widzisz, że chłopak się tym stresuje, czemu mówisz to specjalnie tak głośno?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po to, żeby patrzeć jak stresuje się jeszcze bardziej. Lubię patrzeć jak ludzie cierpią. A tak serio, nie wiem co w tym dziwnego i stresującego, dlatego robiłem sobie z tego żarty. Kupowanie bielizny jest takie samo jak kupowanie prezerwatyw czy podpasek. Najważniejsze, że nikt nie poczuł się urazony.

      Usuń
    2. Nie powinien się wstydzić, tu się zgodzę. Ale żartowanie z niego też mu nie pomoże w takich sytuacjach.

      Usuń
  4. A jakich klientów lubią sprzedawcy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z mojego punktu widzenia są dwa typy takich klientów. Pierwszy to ten, który przychodzi coś kupić i daje sobie radę sam, a drugi to ten, który zostawia dużo pieniędzy w sklepie. Wiadomo, plan dnia sam się nie zrobi. Jeśli chodzi o powyższą listę, uwielbiam wstydnisia i negocjator.

      Usuń
  5. No i dlatego lepiej robić zakupy w sklepach internetowych :D Mamy co najmniej 14 dni na zwrot większości rzeczy (14 dni wymaga prawo, a niektóre sklepy dają jeszcze więcej, np H&M czy Zalando), nie stoimy w kolejkach, nie słyszymy awantur, płaczących dzieci, obrażonych mężów itp ;) Polecam e-zakupy - dobroć XXI wieku :) I pamiętajcie, że chroni nas nowa ustawa o prawach konsumenta. Tutaj macie tabelkę, która porównuje poprzednią i obecną ustawę konsumencką -> https://prokonsumencki.pl/blog/zwrot-towaru-zakupionego-przez-internet-przez-konsumenta-nowa-ustawa-konsumencka/ Nie da się ukryć, że aktualnie nic nie opłaca się lepiej niż e-zakupy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny artykuł, jeśli się zgodzisz, opublikujemy na fp - Beka z klientów ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :) Jasne, nie ma problemu :) Zależy mi tylko na oznaczeniu mojego fp www.facebook.pl/lebioblog :)

      Usuń
  7. Ok, poszło :))
    Dzięki i pozdrawiam!
    www.jeilliebean.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. Sama prawda! Znam ten ból, sama pisałam o tym całkiem niedawno. Żeby to chociaż do kilku osób dotarło, to by była wielka ulga dla pracowników sklepów.

    OdpowiedzUsuń
  9. "Z mojego punktu widzenia są dwa typy (..) ten, który przychodzi coś kupić i daje sobie radę sam, (...) ten, który zostawia dużo pieniędzy w sklepie."

    Czyli po prostu jesteś leniwy i nie chce ci się pracować. Dla dobra sklepu, w którym "pracowałeś", powinno się ciebie wywalić z roboty zaraz po napisaniu tego posta. Zajmujesz miejsce ludziom, którzy mogliby służyć pomocą i radą mniej zaradnym klientom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda jest okrutna, ale w sieciówkach najważniejszy jest zarobek, kosztem pracowników, a gdzieś po drodze trzeba być miłym dla klientów. Nie jestem leniwy, ani nie jestem też multizadaniowym robotem. Pomyśl, że masz dostawę, musisz powyciągać wszystko na sklep i poukładać, a klienci nie dość, że zrobią Ci syf na sklepie, to jeszcze ciągle Ci przerywają. Nie mówię, że zawsze tak jest. Post miał być prześmiewczy i wyolbrzymiać cechy klientów, o ktorych zazwyczaj się nie mówi. W każdym razie spokojnie, nie pracuję już w sieciówce. Ale nikt mnie nie wyrzucił. Bo to co napisałem tutaj, to jedno, ale dobre wrażenie, które musisz sprawiać na kliencie to drugie.

      Usuń
  10. Jest jeszcze typ niedzielnego klienta - przychodzi do sklepu odpicowany na glanc, zaraz po wyjściu z kościółka, nierzadko z dziećmi macającymi manekiny i urządzającymi sobie między wieszakami rajd, opcjonalnie zabawę w chowanego. Grzebie, dotyka, nic nie kupi, bo nie wziął hajsu, bo co to takie drogie, i czy znajomi już na pewno wiedzą, że jestem w sklepie ze spodniami za +300 zł.

    Ale mój "ulubiony" typ klienta:
    - Jakiego rozmiaru poszukać?
    - Nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  11. Pracuję w supermarkecie. Stojąc na przymierzalni w sklepie nie raz się nasłuchałam od klientów różnych rzeczy. Od opowieści o całym życiu po zjebke za wszystko ;-) Do zjebek i złego humoru klientów/klientek już przywykłam - przestałam się przejmować :-) Im klient bardziej wylewa na mnie złość to ja tym bardziej ze stoickim spokojem odpowiadam ;-)
    Ale nie potrafię być obojętna na ich brak szacunku dla nas pracowników.
    W każdej przymierzalni wisi informacja takiej wielkości, że ślepy zauważy iż każdą rzecz odnosi się na miejsce, nie muszę więc chyba pisać o co zawsze pytają: "czy te rzeczy trzeba odnieść na miejsce?". Po 1000 pytaniu przyszła Pani, elegancko ubrana, pazurki, makijaż, litr perfumów na sobie, wychodząc z przymierzalni położyła mi X par spodni które mierzyła (chyba około 10szt), po czym grzecznie jej podałam spodnie z zwrotem:"Przepraszam, ale te rzeczy trzeba odnieść na miejsce. Dziękuję". Po czym szanowna dama się odwróciła, rzuciła mi spodniami prawie w twarz mówiąc:"Pani tu jest od tego żeby sprzątać" po czym zadowolona odeszła.
    Tak więc widać jaki szacunek mają dla takich pracowników jak my. Myślą, że jak ktoś pracuje w supermarkecie to jest gorszy od tego co siedzi za biurkiem itp. nikogo nie urażając.

    OdpowiedzUsuń
  12. "Robię" w usługach - mam na co dzień styczność z klientami, nierzadko bardzo trudnymi (zajmuję się rozwodami), więc wiem jaka to czasem męczarnia. Ale niestety praca z ludźmi wymaga przede wszystkim empatii. Może Cię źle oceniłem, ale odniosłem wrażenie, że przemawia przez ciebie lenistwo i zupełny brak zrozumienia dla ludzi (czyli właśnie empatii). Ale może tak się tylko zaprezentowałeś?

    Nie rozkładam rzeczy na półkach, więc nie wiem, jak to jest. Ale kiedy piszę kilkustronicową apelację (na termin NIE DO PRZEKROCZENIA), spiesząc się, żeby zdążyć przed rozprawą w innej sprawie, a jeszcze do tego dzwoni klient z jeszcze innej sprawy, to uwierz mi - wymaga to stalowych nerwów i umiejętności przeskakiwania z tematu na temat.

    Klienci bywają upierdliwi, ale to też ludzie - tak jak sprzedawcy (czy usługodawcy jak ja) - miewają zły humor, problemy, ból zębów itd.

    OdpowiedzUsuń
  13. mental cancer, czemu przeszkadzają ci "odpicowani na glanc zaraz po wyjściu z kościółka"? Razi cię to jakoś? Lepiej się prezentować jak niechluj, żeby sprzedawca lepiej się poczuł czy o co chodzi...? No i dzieci... niektórzy nie mają opiekunki lub babcia/ciocia nie może akurat z nimi zostać itp. Dzieciom najczęściej się w sklepach nudzi i próbują się czymś zająć. Proszę mi wierzyć, ja oraz wszyscy moi znajomi rodzice zabierają dzieci ze sobą na zakupy tylko w ostatecznej konieczności, gdy naprawdę nie ma z kim ich na ten czas zostawić (albo jeśli muszę im kupić buty/ubrania, które muszą przymierzyć, zazwyczaj jest tak, że w każdym sklepie jest inna rozmiarówka i ciężko jest kupic "na oko"). To rodziców rola żeby przypilnować dzieciaków, które są właśnie tylko dziećmi i dziwne by było, gdyby się nie zachowywały jak dzieci. Rodzic ma przypilnować a jak nie to sprzedawca zwraca uwagę rodzicowi, żeby na dzieci uważać, wg mnie żadna filozofia, jeśli chce się być szanowanym to też trzeba innych szanować (a nie tylko udawać bo taki wymóg). A nieraz niczego w sklepie się nie kupuje nie dlatego, że "hajsu nie wzięłam" i dla szpanu przed znajomymi, tylko dlatego, że niczego dla siebie nie znalazłam, a cena swoją drogą czasem też powala na kolana i jak widzę coś, co zwyczajnie nie jest tej ceny warte to nie szukam i nie oglądam dalej tylko wychodzę i w nosie mam focha sprzedawcy. Nigdy też nie rozwalam poskładanych ubrań, ostrożnie sprawdzam rozmiary i staram się zostawić wszystko tak jak było. I wiem, że takich ludzi też jest trochę, ale lepiej ponarzekać i poskarżyć się jaki to ciężki los... Nikt sprzedawców nie szanuje, ale pytanie... Czy sprzedawcy oczekując szacunku równocześnie NAPRAWDĘ szanują klientów? Ostatnio weszłam do sklepu, rozejrzałam się i nie znalazłam tego czego szukałam (a wiedziałam, że gdzieś to powinno być) więc grzecznie pytam sprzedawczynię (bardzo zajętą zresztą plotkowaniem z dwiema koleżankami): czy może mi powiedzieć gdzie są POSZEWKI na poduszki. Ona (ledwo spojrzawszy) że PODUSZKI są tam gdzieś. Poszłam we wskazane miejsce i poduszki były, ale POSZEWKI ani jednej. Laski dalej bardzo przejęte historią opowiadaną przez jedną z nich, więc zamiast kolejny raz się wcinać wolałam wyjść i poszukać w innym sklepie, w taki sposób straciły klienta, bo się nie chciało żadnej zainteresować. Jeśli klient wie, że sprzedawca jest miły tylko dlatego że musi (a zazwyczaj to dobrze widać, serio), to sam też nie będzie się silił na uprzejmości. Kiedy widzę, że sprzedawczyni szczerze się uśmiecha, stara się, to automatycznie też jestem dla niej milsza, też się uśmiecham i chętniej do takiego sklepu wracam. PS. Też kiedyś pracowałam na kasie (nie w sklepie odzieżowym) i wiem, jacy potrafią być klienci. Znając aspekt od jednej i drugiej strony nauczyłam się jednego - to co sam dajesz, wraca do ciebie, niezależnie czy jesteś sprzedawcą czy klientem.

    OdpowiedzUsuń
  14. To bardzo dobrze, że tak nie robisz. Ja napisałem o osobach, które sam zaobserwowałem :)

    OdpowiedzUsuń