Ostatnio dodane



Jesień. Zabawa mrozu w nieśmiałe podszczypywanie kichawy, niebezpieczeństwo przeziębienia pęcherza, chamski zapach rozkładu liści i dylematy "czy na kurtkę zimową jeszcze za ciepło?". Piękna, polska, złota jesień. Nic więc dziwnego, że przy tak niesprzyjających warunkach atmosferycznych, papież Grzegorz III, wycierając gila z nosa w roku pańskim 741, stwierdził, że pierwszy listopada, to idealny czas, żeby powspominać zmarłych, zapalić ogień nad ich duszami i pomyśleć o tym, jak to ten czas zapierdala. Niestety, nikt dokładnie nie nakreślił jak mamy świętować, dlatego, jak zawsze - możecie na mnie liczyć, misiaczki.

1. BIFOREK

Jak już dobrze wiemy, najlepsze imprezy to takie, które trwają dłużej niż jedną noc. Tak jest i w tym przypadku. Wieczór 31 października, to taka gra wstępna przed stosunkiem właściwym. Wiadomo, wstępniaczek może być tak dobry, że potem orgazm to już tylko formalność. Bracia poganie (pozdro i dziena ziomeczki) podrzucili nam swój autorski pomysł na dzień poprzedzający święto zmarłych, czyli po prostu HALLOWEEN. Tak, tak, to ten dzień, w którym dzieciaki biegają poprzebierane za prześcieradła, wyłudzając bezkarnie cukierki od nieznajomych, którzy wyjątkowo w tym dniu nie chcą ich otruć ani zgwałcić. Rodziny rzygają zupą dyniową (bo przecież coś z tego miąższu trzeba zrobić), a kobiety mogą chodzić bez makijażu. Ważne jest też upiorne przebranie. Jeśli jednak jesteś sprytną Agnieszką i czujesz się cały rok niedowartościowana, zamiast hebanowej peruki i koszuli nocnej babci, wybierzesz kusy, czarny, lateksowy kombinezon z cyckami na wierzchu, na twoim nosie pojawią się subtelne wąsiki, a na głowie malutkie, słodkie uszka. Potraktujesz ten dzień, jako okazję do zwrócenia na siebie uwagę. To przykład Agnieszki, zdziry, ukrytej ladacznicy, która nie ogarnęła, że na Halloween trzeba być upiorem, a nie seksi kicią. Nie lubimy Agnieszki. Jeśli już wybierzesz kostium, wbijasz do znajomków na owego biforka. I co na nim robimy? Pijemy krwiste alkohole, tańczymy układ do Thrillera Michaela Jacksona i jemy całą paczkę chrupków duszków. Możemy też spróbować wywołać ducha albo skontaktować się z jakimś przez tabliczkę ouija. To jednak wersja dla tych, którzy nie najebali się jeszcze tak bardzo i dadzą radę utrzymać rękę na wskaźniku. Bo jak Adam nagle zawiśnie do góry nogami na suficie, to to nie jest żart, tylko opętanie. I wtedy nie zamawiamy kolejnej pizzy, tylko egzorcystę. 

2. GROBBING WŁAŚCIWY

Budzimy się z samego rana, idziemy umyć zęby, bo dalej jebiemy wczorajszą wódą, pędzoną przez kolegę w piwnicy, podgalamy wąsa, smarujemy pachy niveą w kulce, ubieramy najzajebistszy płaszcz po dziadku i wypsikujemy całą buteleczkę amolu na szyję. Tak przygotowani, osiodłujemy świnie i jedziemy po babcię, żeby następnie zrobić z nią wycieczkę po wszystkich koleżankach, ciotkach, wujkach i reszcie zmarłej ekipy, z którą kiedyś się trzymała. Tych, których nie lubiła też. Bo babcie mają tendencję do zapalania zniczy wszędzie i każdemu.

- Tu leży Grażyna. Ta, co nigdy mi dzień dobry nie odpowiadała, ale zapale jej, niech ma. JA NIE BĘDĘ TAKA JAK ONA.

Niech ma. Najbardziej jednak zawsze czekam na moment, kiedy babcia, patrząc na grób, wie, kto już był.
- O popatrz, ta wiązanka to od Eli. Ela była tu pewnie przed mszą. Paweł, przesuń ten brzydki znicz od Zenka tam niżej, żeby go nie było tak widać.

I wtedy czuję się jak w teleturnieju. Czy pytanie jest podchwytliwe i jaka jest stawka?! Skąd mam wiedzieć, który znicz jest od Zenka? Babcia uważa, że powinienem wiedzieć, bo Zenek ZAWSZE kupuje takie brzydkie znicze. 

Ważnym elementem odwiedzania zmarłych jest krótka rozmowa z jego nagrobkiem. Istnieje regułka, którą warto zapamiętać, aby zapunktować u babci. Po pierwsze - przywitaj się. Nie może być oschle, ale też zbyt ekstrawagancko - to w końcu grób, a jak wszyscy wiemy, on milczy. Jak grób. Więc nie możesz się na niego obrazić, kiedy Ci nie odpowie. Wskazane jest lekkie muśnięcie dłoni o marmur, ale nie nachalnie. Następnie mówisz kim jesteś, z kim przyszedłeś - rzadziej - u kogo już byłeś. Kolejnym krokiem jest liczenie na głos, ile to już lat minęło. Zwieńczeniem jest zapalenie znicza i modlitwa w ciszy. Dostajemy wtedy zachwyt babci i dziwne spojrzenia sąsiednich grobów. Ale zwyczaj to zwyczaj!

Po objazdówce wszystkich cmentarzy, jak już poznasz całą zmarłą rodzinę, przyjaciół i znajomych znajomych, szykujesz się na nocne czuwanko. 

3. NOCNE CZUWANKO

Nocne czuwanko to nic innego, jak zapożyczony zwyczaj od cyganów. Jest to pretekst do tego, żeby napić się w plenerze i poimprezować w grobowej atmosferze. Do piersióweczki wlewamy ulubiony trunek, zbieramy tamburyn i zaufaną ekipkę i idziemy odwiedzić pomnik wybranka, który w ten dzień organizuje "domówkę". Szczęśliwiec może liczyć na zabawę do białego rana i wspominki jak to było fajnie za jego życia, po których wszystkim odmarzną kończyny. Ale czego nie robi się dla zmarłych dusz i zbawienia?

⤍⤍⤌⤌⤍⤍⤌⤌⤍⤍⤌⤌⤍⤍⤌⤌⤍⤍⤌⤌⤍⤍⤌⤌⤍⤍⤌⤌⤌⤍⤍⤌⤌⤍⤍⤌⤌⤍⤍⤌⤌⤌⤍⤍⤌⤌⤍⤍⤌

Wiecie dobrze, bo jesteście inteligentni, że ten tekst nie ma na celu obrażać niczyich uczuć religijnych, tylko trochę pośmieszkować. Atmosfera tego święta jest ogólnie... grobowa, ale przecież chyba nikt ze zmarłych się na mnie nie obrazi, że trochę pożartuje. Cytując klasyk - "Wszyscy święci balują w niebie", to czemu my, ziemianie, mamy płakać?

mod. Marta Turek, autorka bloga www.puszkapandory.com
hair/styl/makeup - Sebastian Kmieć, www.facebook.pl/SBSTN-Make-Up-Craft






Decompose. Bo chyba najwyższy czas zejść na ziemię.
Do zdjęć pozowała Ewelina Niemiec, znana w świecie makijażu jako Emalovii. 







Nie ukrywam, że pisząc to, wychodzę ze swojej strefy komfortu. Spróbuję pociągnąć temat, który na Youtube jest jednym z najczęściej oglądanych. Tak, tak. Lebio próbuje doścignąć youtuberów - pisząc bloga. To trochę tak, jakbym jechał autobusem pełnym ludzi przy 32 stopniach i wmawiał sobie, że pięknie pachnie. No ale YOLO. Zaczynam.

(czytaj głosem 14 letniej dziewczynki)
Hejka kochani!
W dzisiejszym wpisie chciałbym Wam pokazać to, czego sobie nigdy nie kupię, bo mnie na to nie stać, nie jest to dla mnie ważne, albo po prostu na chuja potrzebne. Robię to, ponieważ HAULE ZAKUPOWE (swoją drogą, co to, kurwa, jest haul?) są popularne i nabiją wyświetlenia. To sprawi, że będę miał hajs z adwordsa i kupię sobie nowego Armaniego. A jako, że ja się zbuntuję i pokażę Wam czego nie kupię, to już w ogóle zapchacie mi serwery i w końcu będę pławił się w milionach. Hehehe, ŻART! Po prostu wiem, że jesteście wścibskimi świntuszkami i chcecie wiedzieć, czego sobie nie kupię.

Oto więc jest lista moich niezakupów:

1. RYBKI Z AKWARIUM

Rybki to najnudniejsze zwierzątka na świecie. Szanuje każde stworzonko (oprócz robali, sory), ale co to za satysfakcja, że takie małe potworki pływają tam i z powrotem, 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu? Ty im tylko sypniesz żarcie, pukniesz w szybkę od czasu do czasu, a raz na pół roku wymyjesz to, co zdążyły wysrać. Ani tego nie pogłaszczesz, bo zacznie się dusić, ani nie przytulisz, bo jest śliskie... i też zacznie się dusić. Ogólnie 1/10. A rybek bez akwarium nie chciałbym tym bardziej, bo gdzie niby miałbym trzymać same rybki, skoro nie mam nawet wanny?

2. DYWAN

Nigdy w życiu nie kupię dywanu. Kojarzy mi się z PRLem i Rosjanami. Zbierajo kurz i wszelkie choroby tego świata, a po jakimś czasie robią się permanentnie brudne i trzeba je zanosić na jakieś czyszczenie chemiczne - na co mnie to. Nawet nie można się na nich ślizgać tak, jak na panelach. Ani nigdzie polecieć, bo takie latające dywany nie istnieją. SERIO. Lepiej zainwestować w piękną podłogę, a dywan kupić tylko wtedy, kiedy kogoś przypadkiem zabijecie i trzeba będzie wynieść zwłoki. Jednak W11 to nie był taki głupi serial...

3. ZNAJOMI

Nie kupiłbym nigdy nowych znajomych, bo mnie na to nie stać, a już i tak jednych mam. I to za darmo. Więc po co mi inni? Przy tych płatnych trzeba mieć stały dopływ gotówki, która mnie się niestety zupełnie nie trzyma. Wiecie, skoro już zobaczyli, że ich kupuję, to potrzebowaliby mnie i moich pieniędzy ciągle. Czyli musiałbym jakieś jednak mieć. Zresztą, wiecie co, tak mi się teraz wydaje, że taka znajomość nie byłaby chyba do końća szczera...

4. HELIKOPTER

Pewnie się zdziwicie, ale boję się latać. Nie mam lęku wysokości. Po prostu uważam, że technika nie jest niezawodna i nie chciałbym oddawać całego swojego cennego życia w jej ręce. Co innego, jeśli potrąci mnie auto. Mam na to wpływ - mogę nie przepierdalać się przez to konkretne miejsce. A jeśli taki helikopter się rozleci, zabraknie w nim beny, cokolwiek - jak ja się uratuję? Jaki ja mam wpływ na to, że umieram? Zdecydowanie nie chcę helikoptera. Zresztą nie wiem nawet, gdzie miałbym go stawiać, bo pod moim domem nigdy nie ma wolnych miejsc do zaparkowania.

5. BIAŁY T-SHIRT Z CZERWONYM NADRUKIEM LEVI'S
Wszyscy mają taki t-shirt. Wygląda spoko, szpanersko, cud, miód, no ale jak już każdy ma, to co to za radocha?

6. AGENT GWIAZDY

Nie kupuję tego programu, bo dalej nie wiem, o co w nim chodzi. Jest Kinga Rusin, są jakieś celebryty, jakieś zadania, eliminacje, jeden z nich robi pozostałych w chuja, ale tak, żeby nie było wiadomo kto i jak, i z kim. Nie podoba mi się to, ja jednak lubię wiedzieć wszystko od razu, dlatego no nie chcę, no.

7. RÓŻOWY IPHONE 8S, 126 GB

Po pierwsze - nie chcę go, bo nawet takiego jeszcze nie ma, jakbyście nie wiedzieli... Po drugie, nie jestem bananem - hehehe, żartuje, szanuje. Ale tak serio, to naprawdę nie jestem. Po prostu nie rozumiem fenomenu iPhonów. Może to dlatego, że w ich cenie dostanę o wiele lepszy sprzęt na Androidzie, a może dlatego, że znowu - nie stać mnie na niego.

8. DOMEK W GÓRACH

Na razie mam jeszcze rok studiów, więc może jak już je skończę, to wtedy będę chciał taki domek. Bo jest to ogólnie moje wielkie marzenie, tyle, że teraz mnie nie stać nawet na małą kawalerkę. Ale spokojnie. Myślę, że jak już będę duży, to dam radę. W każdym razie teraz ten domek nie jest mi potrzebny.

9. SPRZĘT DO ĆWICZEŃ

Ciekawe gdzie na moich 49 m2, na których mieszkam z rodzicami i bratem, miałbym jeszcze wcisnąć ławeczkę do wyciskania i inne rzeczy, na których się robi bica. Przecież ledwo mieścimy tam mojego brata! Z resztą, cytując Karolinę z Project Lady - ja się upocę tu i tam, to jest niehigieniczne!
--------------------------------------------------------------------------

Lekka rozkmina na sam koniec. Jest to pytanie, które zadam wszystkim lubiącym oglądać HAULE ZAKUPOWE. Czy idąc ulicą, zastanawiacie się nad tym, co ktoś ma w reklamówce? Czy stojąc w kolejce w Tesco, obczajacie, co ludzie kładą na taśmę i na tej podstawie, wracacie, żeby kupić sobie to, co oni? 


Podobno gdzieś daleko, daleko, za siedmioma górami, lasami, dolinami, rzekami i innymi formami ukształtowania terenu oraz odmianami biocenozy, istnieje mityczna kraina zwana dorosłością. Każdy w wieku szkolnym marzy, by jak najszybciej przekroczyć jej granice i stać się pełnoprawnym mieszkańcem. Podobno są tam papierosy, alkohol, własne mieszkanie, prawo jazdy, prawdziwe miłości, legalny dostęp do porno i brak nauki.
Gówno.

Całe dzieciństwo chciałem być dorosły. Teraz mój dowód osobisty twierdzi, że jestem. I okazuje się, że to mega ssie.

Na szczęście, mentalnie nie czuję się dorosły. Wiadomo, są sytuacje, w których trzeba ugiąć szyję, ładnie się ubrać, panować nad wszelkimi "kurwami", które chcą wylatywać z ust na prawo i lewo. Bo świat dorosłych jest nudny. Trzeba mieć kij w dupie i uśmiechać się, kiedy szef przenosi Cię na jakiś chujowy dział. Trzeba brać odpowiedzialność za swoje czyny i zarabiać na godne życie. Płacić rachunki za prąd, rozliczać PITy, wybierać dobre ubezpieczenie. Dorosłość to ekonomiczna jazda samochodem. To spłacanie kredytów i pożyczek. To płacenie kartą i proszenie o wydruk potwierdzenia. To oddanie się drugiemu człowiekowi. Bo chcemy kochać i być kochani. Bo mimo wszystko, kiedy ciągniesz ten ciężki wózek zwany życiem, okazuje się, że ktoś może podać Ci do niego kółka. Może uzupełnić Twoją wiedzę o własne doświadczenia, otoczyć Cię troską, czy podać ostatni łyk wody, kiedy leżysz na łożu śmierci z przeziębieniem (jak też tak masz, daj suba). Pamiętaj tylko, że jeśli kochasz w związku bardziej, to jesteś na przegranej pozycji. Bo kiedy Ty będziesz płakać po rozstaniu, on/ona będzie już grała w szachy z kimś innym.

Dlatego dorosłość, to również świadomość, że nie możesz nikogo traktować jako pewniaka w swoim życiu. To ciężkie decyzje i ich skutki, które mogą się za Tobą ciągnąć. To niezliczone problemy i szukanie sposobów na ich rozwiązanie. Nieprzespane noce i ciągła walka z samym sobą. Udowadnianie sobie, że można lepiej, szybciej, dalej...

Siedemnaście lat to idealny wiek, w którym chciałbym się zatrzymać. Zero zmartwień o przyszłość, zero strachu o wszystkie powyższe rzeczy. To typowe życiowe "yolo", które sprawia, że jesteśmy odważni robić wszystko to, czego później nam nie będzie wypadać. Dlatego jest mi okropnie przykro, że już nigdy nie będę miał tych siedemnastu lat. Mimo tego... ja nie czuję się dorosły.

Moja złota rada. Podejdź do życia z dystansem. Baw się i spraw, żeby wszystkie te chujowe wymysły, zasady i zwyczaje świata dorosłych stały się dla Ciebie powodem do żartów. Ludzie poważni są nudni. Nie bądź nudny. Bo nie dość, że Ty nie ujebiesz, to inni nie ujebią z Tobą.

 A jako, że nie byłbym sobą, gdybym był kimś innym (hehe), więc na koniec zacytuję ogromny bilboard Dody w centrum Warszawy, którego podobno sama sobie nie postawiła.

 Nie inni, a Ty sam jesteś granicą swoich możliwości. Przekraczaj ją.

O ile w ogóle jakieś granice sobie stawiasz.


"Matkia jest tylko jedna, więc szanuj" - powiedział kiedyś pewien znany, przystojny i sympatyczny bloger. Może to byłem ja, a może ktoś inny - nigdy się nie dowiecie. Dzień Matki podobno powinien trwać cały rok, ale kto wydoliłby z hajsem na kupowanie tulipanów. Uczeni twierdzą więc, że 26 maja to oficjalna data, kiedy te tulipany jednak kupić trzeba. Jeśli brak hajsu doskwiera, zawsze istnieje zamiennik prawdziwego, polskiego tulipana, z pędu, kutykuli i miękiszu zasadniczego, ale szkło może powbijać się w ręce i więcej z tym problemu niż radości...

Dzień ten jest trochę śmieszny, bo zauważyłem pewną zależność. Rankiem mama nie krzyczy, jest potulna jak baranek, a swoją mimiką twarzy mówi: "gdzie są prezenty?!". Ten poranek różni się od tego zwykłego, pospolitego, kiedy talerz po pomidorowej z dwóch dni jest dla niej najważniejszą rzeczą na świecie, a usunięcie go wymaga trybu natychmiastowego. A to podobno dzieci komunijne czekają tylko na prezenty...

Okazja jest więc zacna, do zaprezentowania kilku przykładów zdań, których moja (ale Twoja pewnie też) mama nigdy nie wypowie. Prędzej oddałaby wszystkie zestawy garnków, nowego mopa automatycznego i suszarkę do sałaty, niż pozwoliła, by z jej ust wyleciały następujące zdania:

1. Zostaw ten syf, jutro też jest dzień!

2. Na naukę jeszcze przyjdzie czas...

3. Umyję twoje naczynia za ciebie!

4. Zrób imprezę u siebie, a my wyjedziemy gdzieś na weekend.

5. Taki głupi, to jednak po mnie, a nie po tatusiu.

6. Nie możesz iść bez pieniędzy... Masz tutaj [ kwota]

7. Nie miałabym serca brać od ciebie pieniędzy za to, że za ciebie piorę, sprzątam, gotuję i trzymam pod swoim dachem.

8. Nie sprzątnąłeś piachu, który naniosłeś z butów na podłogę, ale jebie mnie to.

9. Weź samochód, po co masz się tłuc autobusami...

10. Nie myśl o przyszłości, życie to zabawa!

Także tak.

Z okazji tego zacnego święta, życzę wszystkim mamuśkom ( a szczególnie mojej Asiuli), dużo zdrówka, cierpliwości, zero stresu! Żeby praca zawsze była łatwa, a ojcowie wyręczali Was we wszystkich domowych robótkach. I żeby Wasze dzieciory zawsze się słuchały i nie zostawiały śladów na świeżo umytej podłodze. Jesteście super, bo kochacie nas bezwarunkowo (więc w sumie nie macie wyjścia). Nie byłoby nas tu, gdyby nie Wasze dziewięciomiesięczne inkubatory brzuszne. Szacuneczek za poświęcenie figury i "nie ma za co" za to, że byliśmy usprawiedliwieniem wpierdzielania tony słodyczy! MAMA TO NAJLEPSZE STWORZENIE NA ŚWIECIE!

Jako BONUS, dodaję słowniczek określeń na mamę:

kiedy coś potrzebujesz - mamusia, mamunia, mamuniunia, mamcia, mateczka
kiedy mama wygląda fancy i jest kosą sto pro - mamita, mamacita, milf
kiedy jesteś gimbem - wapniara, mamuta, matka, starsza, geriatrara, parentsa, mamełe, zgredzia
kiedy jesteś debilem - stara


Dwa lata. Dokładnie tyle czasu publikuję tutaj moje wypociny. Czasem mądre, głównie głupie, ale jeśli chcecie je czytać to znaczy, że jesteście głupi Wam się chociaż troszeczkę podoba. Chciałoby się napisać jakiś banał, którym rzucają zazwyczaj inni blogerzy - "Wydaje się, jakby to było wczoraj" albo "Ach jak ten czas szybko leci!". Ja jednak ich nie użyję, bo osobiście wydaje mi się, że prowadzę tą stronę od urodzenia, co więcej - czasami wyobrażam sobie, jaki to nie jestem już znany i ile to książek nie wydałem. Wiecie, idę ulicą, a wszyscy ludzie dookoła cytują moje wpisy, prosząc o zdjęcie. Ja oczywiście odmawiam, bo przecież wyszedłem tylko po bułki, w piżamie, z rozwaloną fryzurą, więc trochę wstyd i zaraz wszystkie tabloidy się przyczepią. Potem się budzę i wszystko wraca do normy.

20 maja. Dzień w którym nie ma żadnego święta. Leży między 19 maja - dniem pamięci o ofiarach AIDS, oraz 21 maja - dniem kosmosu. Towarzystwo mam więc zacne. A co wydarzyło się tego dnia w historii? W 1921 roku, ówczesny prezydent USA podarował Marii Skłodowskiej-Curie kapsułkę z zawartością radu o wartości 100 tysięcy dolarów. Odczytuję to jako znak, że moje współprace blogowe będą mega dochodowe. Dalej. W 1992 roku, FC Barcelona zdobyła pierwszy raz Puchar Europy, a w 2006 roku, zespół Lordi z Finlandii wygrywa Konkurs Piosenki Eurowizji. Co to oznacza dla mnie? Wygraną - zawsze, wszędzie i z każdym. Blog roku 2017 - nadchodzę! 20 maja 2015 powstała strona Lebio.pl. Święto to nie jest jeszcze uwzględnione w Waszych kalendarzach, bo jest po prostu stosunkowo świeże.

FUN FACT:

Do końca roku zostało 155 dni roboczych, oraz 71 dni wolnych. Dwa razy więcej pracy niż odpoczynku. Czy to jest zdrowe, ja się pytam?

Koniec tych ciekawostek, przypomnijmy sobie, jak wyglądało podsumowanie pierwszego roku działalności:



Jak było w tym roku?

- Pousuwałem większość starych postów, więc ze 125 w pierwszym roku, zrobiło się 100 przez 2 lata.
- Facebook: z 1476 fanów zrobiło się 1715.
- Miałem okazję odbyć miesięczny staż w portalu Silesion.pl, z czego jestem bardzo zadowolony.
- Najbardziej poczytnym wpisem jest 10 miejsc na Śląsku, w których (nie) znajdziesz celebrytów - w całości napisany po śląsku.
- Najchętniej oglądaną sesją zdjęciową jest Sesja "Gardener" z Eweliną Niemiec.

A jak będzie w następnym roku?

- Pierwszym przystankiem będzie Blog Conference Poznań.
- Po głowie chodzi mi ciągle pomysł na kanał na Youtube.
- Nie mam pojęcia co dalej.

Czego mi możecie życzyć?

- Samozaparcia i większej motywacji. (Napiszcie w komentarzu, że mogę być kim chcę, czy po prostu "Życzę Ci samozaparcia i motywacji" i będzie super, bo ostatnio strona kuleje okropnie)
- Systematyczności.
- Kreatywności.
- Milionów na koncie.

Dzięki, że jesteście i czytacie! Na koniec zacytuję więc (już) klasyk:




Już tylko niecały miesiąc dzieli nas od największego muzycznego wydarzenia w Europie. Eurovision Song Contest z roku na rok prezentuje coraz wyższy poziom muzyczny, ale również i wizualny. Zapewne te jak i inne fakty (np. widowiskowość występów) sprawiają, że wydarzenie przyciąga coraz więcej widzów. W tym roku, dzięki ubiegłorocznej wygranej Jamali z Ukrainy, impreza odbywa się w Kijowie, a w biało-czerwonych barwach wystąpi Kasia Moś z piosenką "Flashlight". Jej walkę o wejście do finału będziemy mogli bacznie obserwować już 9 maja (wtorek). Jak jej piosenka zaprezentuje się na tle innych wykonawców? Tego zapewne dowiemy się dopiero podczas samego półfinału, ale już dzisiaj możemy prześledzić wszystkie tegoroczne propozycje, które powalczą o kryształową statuetkę oraz sławę (przynajmniej na kolejny rok).

Po ostatecznym wycofaniu się Rosji z konkursu, w grze zostały 42 kraje. Razem z autorką bloga Puszka Pandory, wybraliśmy naszą best hot dziesiątkę najlepszych utworów. Mam nadzieję, że Wam również przypadną do gustu! W przypadkowej kolejności - oto one:

1. SZWECJA 
Robin Bengtsson - I Can't Go On
Szwedzi stawiają ostatnimi czasy na dobre radiówki. I bardzo dobrze, bo są w nich genialni! Proste, ale efektowne show, refren wpadający w ucho, mocny wokal - mogę tak wymieniać dalej... Po prostu dobrze wyprodukowana piosenka, która już hula po rozgłośniach radiowych. Ma wszystko to, czego potrzebuje popowy hit. Przygotujcie się więc w maju na to, że w klubach, w samochodzie, w sklepie i u mechanika, wszyscy będą śpiewać, że oni "can't go on".

2. BELGIA
Blanche - City Light
Może jeszcze nie zczailiście, ale tą piosenkę wykonuje kobieta. I jest w tym jej dziwnym głosie coś, co idealnie komponuje mi się z tą dziwną melodią. Ja to kupuję. Teledysk sam w sobie również robi robotę. Zobaczymy jednak, jak Blanche zaprezentuje się w Kijowie. Jestem bardzo ciekawy. 

3. CYPR
Hovig - Gravity
Bynajmniej nie jest to piosenka Rag'n'Bone Man'a - "Human", ale cypryjska propozycja Ormianina Hoviga. Brzmi podobnie? Oczywiście, że tak. Ale trzeba przyznać, że w ucho wpada tak samo jak pierwowzór.

4. MACEDONIA
Jana Burceska - Dance Alone
Świeżych, nowoczesnych, elektronicznych brzmień nigdy mało! Macedonia w tym roku zszokowała mnie baaardzo i do walki wystawia taką perełkę! Siada mocno. Po pierwszym przesłuchaniu wydaje Ci się, że znasz już całą nutkę. Tutaj również polecam teledysk - majstersztyk!

5. WĘGRY
Joci Papai - Origo 
Jedna z najoryginalniejszych propozycji w tym roku. Hipnotyzujące orientalne brzmienia, w połączeniu z rapem - można? Mnie się to bardzo podoba! Nie przeszkadza mi nawet fakt, że kiedy słucham tego w aucie, czuję się jak cygan. Wydaje mi się, że czasami warto poczuć się cyganem...

6. NORWEGIA
JOWST - Grab The Moment
Norwegia idealnie wpisuję się w erę coachingu i motywacji wszelkiej maści. Fajne elektroniczne brzmienia podkręca tekst zagrzewający do łapania chwil. Dobra na siłkę, kiedy robisz plecy, nogi czy barki, albo wyciskasz to, co wyciska się na siłowni (sorry, nie wiem jak się to nazywa). W każdym razie, jak aktywność fizyczna, to Norwegia w tym roku!

7. SZWAJCARIA
Timbelle - Apollo
Już po pierwszym przesłuchania była moją faworytką. Piękna kobieta, z pięknym głosem i pięknym show (i pięknym biustem też!), śpiewa piękną piosenkę o miłości. Można chcieć więcej? Można! Bo w występie z preselekcji, na zakończenie miała "deszcz" czerwonych płatków róż - to już w ogóle mnie przekonało. Szwajcaria mocno skradła moje serduszko.

8. BUŁGARIA
Kristian Kostov - Beautiful Mess
Najmłodszy uczestnik tegorocznej Eurowizji (17 lat!). W jego wypadku chyba nie trzeba niczego pisać. Piosenka broni się sama. Moim zdaniem jest to faworyt całego konkursu.

9. IZRAEL
IMRI - I Feel Alive
Klubowa łupanka, do której można poskakać, pobujać się, pośpiewać... - można ogólnie wszystko. Zadatki na wygraną słabe, ale na imprezie zamiast po raz tysięczny bawić się do "Tsunami" czy innego "Animals", można posłuchać klubowej nutki z Izraela.

10. HISZPANIA
Manel Navarro - Do It For Your Lover
Wakacyjna piosenka, która może lecieć w tle, gdy orzeźwiający wiatr przeczesuje Ci włosy, gorące promienie słońca delikatnie prażą Twoją skórę, a z oddali słychać: "Kuuuuu-kurydza, oooo-rzeszki, popcorn!". W radio będzie grane jak nic. Nie rozumiem tylko, czemu tak wiele osób nie cierpi tej piosenki. Przecież to jest takie miłe...