Ostatnio dodane


Przyznam szczerze, że zgłupiałem. Już w przedszkolu było przecież mówione, że pierwszy dzień wiosny obchodzimy 21 marca. Wtedy zawsze ubieraliśmy miotłę w jakieś szmaty, które wypychaliśmy słomą. Potem już wiadomo jaki los ją czekał. Denatka albo płonęła, albo nurkowała w najbliższym ścieku udającym rzekę (na Śląsku mamy tylko takie). Dlatego też zbaraniałem, dostając wczoraj tonę snapów o treści "hasztag wiosna", "wiosna nakurwiła", "elo pani wiosno". Czyżbym przegapił, kurdebele, pierwszy dzień wiosny i nie przygotował specjalnego wpisu z tej okazji?! Z twarzą Melanii Trump gugluje jak najszybciej "kiedy jest pierwszy dzień wiosny" i okazało się, że są dwa pierwsze dni wiosny! Astronomiczna i kalendarzowa. Dla niektórych może się wydawać to bardzo oczywiste - dla mnie takie jednak nie było, proszę mnie nie oceniać, jestem tylko studentem. Bogatszy jednak o tę wiedzę, ze spokojem zasiadłem do przygotowania wpisu pachnącego konwalią i petem przebijającym się przez ostatnie resztki śniegu. Oto on!

Przez ostatnie dni przeprowadzałem badania wśród najbliższych mi osób, czyli sam sobie odpowiadałem na zadawane przeze mnie pytanie. Ankietowani (ja) niechętnie odpowiadali na dość trudne zagadnienie związane z końcem zimy. Ostatecznie jednak udało mi się wyciągnąć od nich kilka ciekawych rzeczy, które podsumowałem.

CO MOŻNA UTOPIĆ PIERWSZEGO DNIA WIOSNY?

1. SMUTKI I ŻALE

Taką odpowiedź wskazało 25% ankietowanych. Koniec zimy, to idealny czas na przypomnienie sobie, jak bardzo jesteśmy nic nie warci, niczego nie osiągniemy, że turnus mija, a Ty niczyja, a do tego śnieg opadł, a Twoje sadełko zachowało się tak jakby było odporne na dodatnie temperatury. Zgadzam się więc z tym, że śmiało pierwszego dnia wiosny, możemy iść się solidnie najebać.

2. MARZENIA

Podobno najśmieszniejszy żart, to Twoje marzenia. I coś w tym jest, skoro 17% ankietowanych tak uważa. Ja np. marzę o tym, żeby pisać do najlepszych gazet świata, wiedząc, że gazety umierają. Uważam jednak, że trochę w dupach nam się poprzewracało i jesteśmy zbyt wymagający. Kiedyś marzyłem o tym, żeby Pani z matmy zachorowała, bo nie ogarniałem funkcji. I zachorowała. Moje życie było spełnione. Dzisiaj? Marzę o zajebistym mieszkanku i kozackim samochodzie... Może lepiej utopić te marzenia na wiosnę, serio...

3. DZIECKO SĄSIADÓW

Ja sam tak nie uważam, ale ankietowani owszem. Głupi ankietowani. Dzieci sąsiadów to cudo natury i naturalny budzik, dzięki któremu nie zaśpisz na uczelnię, bo młody wie o której drzeć japę po szamkę. Wszystkie dzieci nasze są, więc żadnych nie topimy moi drodzy!

4. PIENIĄDZE

Z ciężkim sercem muszę przyznać, że tak jest. Topimy notorycznie pieniądze w głupich rzeczach. Czy ktoś pobije moje narzędzie do gazowania wody, po które jechałem specjalnie do Tych(tamtych hehe)? Wydawało mi się to niezbędne do dalszego funkcjonowania w społeczeństwie. Ktoś kiedyś nie powiedział, że jeśli posiadasz gazowator (naprawdę nie wiem jak to nazwać), to osiągnąłeś w życiu wszystko? Jak ktoś tak powiedział, dajcie mi proszę znać, bo ja dalej szukam tej osoby. W każdym razie mama mówi, że lepiej te pieniądze utopić w szambie, niż wydawać na takie głupoty. Ja jednak proponuję nie topić ich w szambie, ale w jakimś charytatywnym celu. W końcu wiosna to okazja dobra, jak każda inna!

5. MARZANNĘ

2 % ankietowanych. Nie lubię tego zwyczaju, bo szybko przywiązuję się do rzeczy. Nadaję im imiona i cechy charakteru, oswajam, a potem mam zabić? To trochę tak, jakby profesor Atomus, stworzył z cukru, słodkości i różnych śliczności Atomówki, a potem powiedział - Elo, mamy wiosnę, gińcie w rzece". Nie podoba się mnie to!

6. SIĘ

24% ankietowanych uważa, że pierwszego dnia wiosny, chętnie utopią siebie. Skoro tak uważacie, to się topcie, ale mnie w to nie mieszajcie...

7. PODWODNEGO KRETA

40% ankietowanych! Obrzydliwi są Ci ankietowani!



To by było na tyle! Jak zawsze, czekam na Wasze propozycje, co wy utopicie na wiosnę. :) Ja utopiłem wygląd mojego pokoju, bo zrobiłem przemeblowanie! Od razu lepiej, wiosennie!

P.S. Pojedyńcza, prosta, przecinająca dłoń linia, to jedna z cech wyróżniającą osobę z zespołem Downa. 21 marca oprócz KALENDARZOWEJ wiosny, jest również Światowym Dniem Zespołu Downa. Zróbcie sobie fotkę z czarną linią na ręce i wrzućcie na swoje social media z hasztagiem #liniaprosta, a telewizja Lifetime przekaże za Wasze foto 5 zł na rzecz Stowarzyszenia Bardziej Kochani! Ja już dodałem!

P.S.2 Nie chce ktoś kupić gazowacza do wody?


"Nie śpię, bo trzymam kredens", "Jak nie spłonąć na cmentarzu", "Pobił matkę krakowską" - mogę tak wyliczać w nieskończoność. Tytuły tabloidów rządzą się swoimi prawami i nikt nie jest w stanie tego zmienić. Jawna masturbacja tanimi sensacjami przynosi jednak spore zyski, skoro w dalszym ciągu Fakt, czy inny Super Express sprzedaje się całkiem nieźle. Pracownicy takich gazet często określani są hienami, bo uciekają się do bardzo radykalnych sposobów zdobywania informacji, odsuwając na bok swoje zasady moralne. Klikalność jest aktualnie ważniejsza od dobrego wychowania, a wyrachowanie to dla nich chleb powszedni. Owocem takiej mieszanki są przezajebiste tytuły artykułów, które ukazują się w naszych gadzinówkach, bulwarówkach, pismakach, szmatławcach albo po prostu - w brukowcach.

Najczęstszą tematyką są wszelkiego rodzaju dziwne przestępstwa (fot.1, fot. 2, fot.3), dziwne potwory (fot.4), oraz nieprawdopodobne historie (fot.5, fot.6, fot.7). 
fot.1
fot.2
fot.3
fot.4
fot.5
fot.6
fot.7
Medialną biegunką okazała się jednak historia Katarzyny Waśniewskiej, znanej szerzej jako Mama Madzi z Sosnowca. To, co tabloidy wtedy odjebały, to był taki smród... Sesje zdjęciowe, wywiady z życiowymi wyznaniami po zabiciu córki(!)(fot.8), artykuły o tym jak się odżywia (fot.9), komentowanie jej stylu, fryzur, makijażu (fot.10). Media zaczęły skupiać się na samej postaci Waśniewskiej, a nie na okropnym czynie, którego dokonała. Przed pójściem do paki, zabójczyni zdążyła wydać książkę, sprzedać kilka tajemnic do gazet, czy wystąpić w dokumentach o niej samej. Jej sprawa przypominała łudząco sytuację Amandy Knox, która to w ramach Erasmusa, zajebała swoją kumpelę. Ostatecznie została oczyszczona z zarzutów, a cała sytuacja przyniosłs jej ogromną sławę. Powstał film, kilka książek, w grę zaczęły wchodzić poważne, wysokobudżetowe deale. Dzisiaj jest dziennikarką w lokalnej gazecie i stara się pomagać ofiarom błędnych oskarżeń. Mama Madzi różni się od niej tylko tym, że dalej siedzi. Jaki kraj, taka Amanda Knox.
fot.8
fot.9
fot. 10
Czytając niektóre nagłówki, jestem załamany. Ja rozumiem, że tytuł musi być chwytliwy, ale czy Ci dziennikarze nie uważają, że tym sposobem obrażają swoich czytelników i robią z nich najzwyczajniej w świecie idiotów? Chyba, że zamysłem jest wywołanie uśmiechu u czytelnika. Wtedy przyznam, cel został osiągnięty! Co więcej, wybrałem swój ulubiony tytuł, który może idealnie określać moje życie za kilka lat. Nie pytajcie czemu. 

Kto z Was czyta tabloidy? Poniżej prezentuje kilka specjalnie wyselekcjonowanych przeze mnie tytułów, które powinny się Wam spodobać. Nie ma za co! :)







Wstydliwe przyjemności to ogólnie bekowa sprawa. Każdy z nas przeżył kiedyś taką rozmowę, w której okazało się, że coś, co uwielbiasz, jest przez resztę społeczeństwa zrównywane z gównem. I teraz pomyśl, jak się czujesz, kiedy udajesz, że wcale tak jednak nie uważasz, że ogólnie oglądasz Jaka to melodia? dla beki i nie rozumiesz, jak ktoś może tak na serio.

Tak właśnie wygląda moje życie. Seria wymigiwania się z podejrzeń o to, że wszystko, co kiczowate i mało fancy, to nie ja. No bo: "Co? Oglądasz Eurowizję?", "Wyłącz to gówno, Paweł. Blog 27 serio jest chujowy!" albo "Jak możesz pić keczup?!". Oczywiście, że nie. Przy Was nigdy!

Guilty pleasures, na chłopski rozum, to rzeczy, których czujemy, że nie powinniśmy lubić, ale dalej lubimy. Robiłem research wśród innych blogerów, jakie hardcorowe przyjemności sobie fundują, ale nie mówią o nich głośno. W większości byłem zawiedziony... Okazało się, że moje życie jest jednym wielkim guilty pleasure. I jak ja mam napisać coś o moich wstydliwych przyjemnościach, skoro dla innych są to tak bardzo przyziemne rzeczy, jak chociażby... nie wiem, oglądanie Sexmasterki. Pewien prawnik po powrocie do domu ogląda memy - no dramat. Prawnik i memy?! Powinni go zawiesić w prawach prawników. Mam więcej przykładów osób, które niechętnie pochwaliły się swoimi cichymi grzeszkami. Pani pracująca w muzeum po kryjomu ogląda Pretty Woman, dziennikarka przeczytała książkę "Make Life Harder", a sama Hilary Clinton ogląda program o parze, która dekoruje mieszkania. Czy tylko ja nie rozumiem, co w tych rzeczach jest takiego "guilty"?

Po ciężkim rachunku sumienia, wybrałem moje słodkie przyjemności, które sprawiają, że moje serduszko płonie z radości. Bo przecież koniecznie chcecie wiedzieć o mnie jak najwięcej, prawda?

1. Paprykarz


Niby nic dziwnego. Każdy z nas je paprykarz. Ale czy każdy o tym mówi? Przypomnijcie sobie wszystkie te najgorsze momenty w życiu, kiedy musieliście powiedzieć kilka słów o sobie. Czy ktokolwiek z Was przyznał się, że kocha paprykarz? Nie. Ja też nie. Nawet na angielskim, kiedy uczyliśmy się o jedzeniu, na pytanie "What food do you like?" odpowiedziałem pizza, albo spaghetti (bo jest tak samo po polsku). Dzisiaj jestem ponad to i, gdybym mógł cofnąć czas, wróciłbym na salę i powiedział - "I like paprykarz. Paprykarz szczeciński. Cebula too, and everything with czosnek". Taki bym był. A co.

2. Żony Hollywood

Jak już pochwaliłem się moim angielskim, to od razu przejdę do mojej fascynacji, którą są Polki, mieszkające w Stanach Zjednoczonych. "Kobiety sukcesu", które swój sukces zawdzięczają głownie bogatemu mężowi. Nie liczy się jednak jak, tylko sam fakt. Nie ma nic bardziej fascynującego, niż oglądanie, jak nasze rodzime blondynki całe dnie "harują" nad swoim wyglądem, aby mąż po powrocie z pracy mógł za to dać im na nowego szanela. No kocham! Uświadamiam sobie, że przez całą godzinę, dzieje się tam... zupełnie nic, ale problemy dnia codziennego tj. kolor nowego samochodu ("Ja myślałam, że to będzie czerwone ferrari"), brak diamentów w pierścionku (słynne "No diamonds?"), pies Tobby, który nie chce chodzić po czerwonym dywanie ("Ty chodź po ten carpet!"), oraz pytania natury egzystencjalnej - "Czy five milions to dużo?" sprawiają, że jednak mamy jakiś "zarys" ciekawych wątków. Na uwagę zasługuje również polinglisz bohaterek.

3. Syndrom starej baby

Uwielbiam podsłuchiwać obcych ludzi. Nie tylko obcych, ale też. Kiedy jadę pociągiem czy autobusem, zazwyczaj słucham muzyki na słuchawkach. Jak tylko widzę jakąś dramę, wyciszam muzykę i udaję, że w ogóle nie obchodzi mnie ta rozmowa. Nawet dalej podryguję nóżką, żeby nie było. W końcu wcale nie interesuje mnie to, że Bożenę oszukała gazownia. Ja po prostu... Lubię wiedzieć. Kiedyś byłem na tyle bezczelny, że wyciągałem słuchawki i nie starałem się w żaden sposób chować mojej wścibskości. Dzisiaj jestem jednak o tę wiedzę mądrzejszy.

4. Góralski folklor

Nic tak nie rajcuje mojego serduszka jak dobra, góralska muza, do której kierpce same tańczą zbójnickiego, a ciupaga w powietrzu lata jak szalona. Niestety, jeszcze nie zaopatrzyłem się w parę takich fikuśnych bucików - na szczęście wszystko przede mną. Zastanawiam się, jak można nie kochać tych skrzypiec, tej gwary, tej kultury, tego wszystkiego, no! Kiedy pewnego razu byliśmy ze znajomymi na weekend w Krakowie, trwał tam akurat festiwal folkloru. Były występy prezentujące kulturę wielu krajów. Jako, że moich psiapsi raczej nie interesują takie "głupoty", oni poszli zwiedzać Costy i Starbucksy, a ja zasiadłem wraz z innymi współtowarzyszami biesiady (średnia wieku 50+) i czekałem na "naszych" górali. Może to wina tego, że gdzieś tam jakieś góralskie ślady krwi we mnie są, a może to po prostu zjebanie. Ale don't judge!

4. Paradokumenty

Jak może już zdążyliście zauważyć (albo i nie - a jeśli nie, to zapraszam do polubienia fanapge'a www.facebook.pl/lebioblog), uwielbiam oglądać wszystkie paradokumenty. TVN ma cudowną propozycję na spędzenie każdego dnia, ponieważ zaraz po Dzień Dobry TVN, leci ukochana Magda Gessler, a potem cudowny run programów "Ukryta prawda", "Szkoła", "19+" i "Szpital". W międzyczasie na Polsacie oczywiście "Trudne Sprawy" i "Dlaczego Ja", a na TV4 - "Policjantki i Policjanci". Na ogół gardzę takimi produkcjami, ponieważ ogłupiają ludzi, a gra aktorska jest na maksa chujowa, ale... to jest tak dobre na gnicie, że nie wiem, jak ktoś może tego nie oglądać. Te wszystkie problemy są tak bardzo wyssane z dupy, że często chciałbym, żeby życie naprawdę tak wyglądało.

5. Siarska muza

Tak. Słucham siarskiej muzy. Jak każdy z Was. No halo, kto nie lubi sobie czasem zapuścić starych hitów Dody, odkurzać przy Britney Spears "Toxic", drzeć mordy w aucie do Kaśki Cerekwickiej "Na kolana", gotować z "Hey Boy" Blog 27, czy jechać w pociągu z akompaniamentem Justina Biebera "Boyfriend". Nie wierzę, że nie znacie tych piosenek. Mogę jedynie przysiąc, że nigdy nie słuchałem disco-polo z własnej woli. Zazwyczaj jestem zmuszony przez moją mamę, dlatego znam te wszystkie hiciory. Z tym jest trochę tak, jak ze smakiem gówna. Nigdy go nie jadłem, ale wiem, że fasola po bretońsku właśnie tak smakuje. Tłumacząc moją błyskotliwą metaforę: nie muszę tego słyszeć, żeby wiedzieć, że chujowe.

6. The Sims

Wy mi powiecie - "Przecież każdy lubi sobie zrobić kilku simów, zatopić je w basenie albo zbudować fajną chawirkę". No i macie rację. Ale czy każdy lubi oglądać, jak inni ludzie na youtube budują domy, tworzą seriale na podstawie swojej gry, albo robią simowe wersje "Top Model"? Może tak, może nie. Dla mnie to guilty pleasure, bo, jak pojawia mi się taki filmik w proponowanych, to zazwyczaj kwituję to przestraszonym "nie mam pojęcia skąd to się tu wzięło". Bo serio, nie wiem, jak działa algorytm Youtube...

7. Toaleta

Ktoś (pewnie Paulo Coelho) kiedyś powiedział, że człowiek najlepiej się skupia, kiedy... siedzi na toalecie. I ja się z tym jak najbardziej zgadzam! Ile gier przeszedłem, na ile świetnych pomysłów wpadłem, a ile ciekawych rozmów telefonicznych przeprowadziłem... Wiem, to okrutne, kiedy rozmawiasz z kimś o poważnych rzeczach, a nagle w tle słyszysz dźwięk spłukiwania wody. Z tego miejsca przepraszam wszystkich, którzy doświadczyli tego z mojej strony. Naprawdę, nie da się tego zrobić po cichu... W każdym razie, zalicza się to w pewien sposób do guilty pleasures, bo z reguły nie mówię tego każdemu!

6 i pół. Eurowizja

Jestem fanem Eurowizji. Uwielbiam ten konkurs, bo lubię rywalizację między krajami. A bardziej od tej rywalizacji, kocham muzykę. Ta impreza z założenia ma być właśnie o niej. Kiedyś byłaby na pewno jednym wielkim wstydem, ale dzisiaj, po ostatnich trzech latach, kiedy poziom konkursu podniósł się o mniej więcej 100 %, uważam, że nie ma w nim już nic przaśnego, kiczowatego, żałosnego ani takiego. co sprawiałoby, że musiałbym się ukrywać z moją chorobliwą miłością do tej imprezy.

To by było na tyle. Oszczędziłem Wam wszystkich obrzydliwości, o których mógłbym napisać całą książkę, bo najzwyczajniej w świecie nie wypada. Napisałem o toalecie, ale moi drodzy, zdradzę Wam sekret. Dam sobie rękę uciąć, że nawet Ty, osobo która teraz to czytasz (swoją drogą, dzięki za to, że dotarłaś/łeś na sam koniec), w przeciągu ostatnich trzech dni... tak, powiem to... robiłeś... KUPĘ! Jeśli jednak nie, to znaczy, że jesteś chory i musisz jak najszybciej skonsultować się z lekarzem, bo zatrujesz sobie organizm!

Żeby jednak było sprawiedliwie, dajcie znać w komentarzu, czy wy też praktykujecie którąś z tych rzeczy. A może macie inne wstydliwe grzeszki? Możecie mi napisać, nikomu o tym nie powiem!


    Witam Państwa bardzo serdecznie. Mamy 8 marca 2017 roku, więc zapraszam Was na specjalne wydanie wpisu związanego z byciem kobietą na planecie zwanej Ziemią. Ja nazywam się Paweł i ja to napisałem. Jestem chłopcem, o czym może świadczyć zapewne chociażby fakt, że w dowodzie mam literkę M. I ta oto literka z góry sprawia, że między innymi potrafię lepiej prowadzić samochód od kobiet, nie wiem co to łzy, bo nigdy nie płaczę, kocham piłkę nożną, będę zarabiał więcej niż nasze drogie Panie, nie okazując przy tym żadnych emocji, bo w końcu ten typ tak ma. Tak skonstruowany jest świat i musimy się z tym pogodzić czy tego chcemy, czy nie.

Otóż gówno prawda, ale dziś nie o tym.

    Chciałbym się skupić na kobietach, które mają dzisiaj swoje święto i ich roli w społeczeństwie. Nie od dziś wiadomo, że dziołszki zawsze miały (i dalej mają) pod górkę. W końcu to takie małe, delikatne i bezbronne istotki, które nie powinny mieć żadnych praw, bo jeszcze z tego wszystkiego im odwali i będą chciały zawładnąć światem. W końcu Janusz Korwin-Mikke powiedział, że żadna kobieta nigdy nie była mistrzynią szachów, więc TO CHYBA O CZYMŚ ŚWIADCZY MOI DRODZY! Chociaż czy rzeczywiście są takie bezbronne? W wierzeniach Apaczów, kobiety miały zębate pochwy (serio), przez co mężczyźni się ich bali. Na szczęście pewien śmiałek nie wystraszył się od razu, kiedy rozochocony ujrzał żarłoczną sisię. Ze stoickim spokojem, najpierw wsadził w nią kij, ale głodna pochwa zjadła go całego, więc spróbował rzucić w nią kamieniem. W ten sposób udało mu się wybić jej zęby. Możemy tutaj mówić śmiało o tym, że młody Apacz odmienił Wam życie kobiety! Panowie! Jeśli jednak odkryjecie, że Wasza wybranka ma tam jakieś kły, to już wiecie co robić, nie ma za co. 


   Wszyscy znamy historie, w których dziewczyny nie mogą głosować, chodzić do kościoła, uczyć się, pracować, wychodzić z domu, odkrywać szyję, ramiona, muszą zakrywać włosy itd. Ogarnijcie więc najdziwniejsze zasady, jakie panują w innych krajach, a jest to dość przerażające momentami.  

    Na pierwszy ogień weźmy taką Arabię Saudyjską. Każdy wie, że istnieje, że ciapaki, że kozy, kebab i szejki (i wszyscy wiedzą, że nie mówię tu o kręceniu pupką, ani o tym truskawkowym do picia, prawda?). Ale czy ktoś wie, że kobiety nie mogą tam posiadać prawa jazdy? 
    Ja nie mówię, że mi nigdy nie przechodzi przez myśl taka ewentualność, kiedy widzę jak jakaś inteligentna inaczej, nie potrafi zaparkować swojego Smarta na jednym miejscu parkingowym, albo jeśli jeszcze gorzej - parkuje na miejscu dla inwalidów. Tyle, że to tyczy się zazwyczaj obydwu płci.  Władze tłumaczą ten zakaz tym, że jeśli panie mogłyby prowadzić samochody, wzrosłaby liczba rozwodów, pornografii, prostytucji, oraz ... homoseksualizmu. To ma sens! Jednak jak Państwo zadba o swojego obywatela, to tylko się radować! 

    W Brunei kobiety nie mają prawa głosu. Może to i lepiej? One zawsze tak dużo mówią... Natomiast w Libanie mogą głosować tylko te, które posiadają wykształcenie wyższe. Podsumowując. Sebix po skończonej pedałówie - taaaak, Grazia po liceum - nigdy! 

    W stanie Vermont w USA, zamężna kobieta musi poprosić swojego lubego o pisemne pozwolenie na to, żeby mogła nosić sztuczną szczękę. To chyba raczej jasne. Wydaje mi się, że trochę chodzi o to, żeby zabrać jej głos tak jak w Brunei, ale też ze względów bezpieczeństwa w łóżku. W Iranie natomiast kobiety nie mogą oglądać żadnych meczów. Ewidentny ukłon w stronę pań jak i panów. Laseczki mają zakaz, więc idą sobie z psiapsiółami na shopping, a faceci mogą sobie w spokoju przeżywać emocje związane z telewizorem. Na shopping hehe, trochę mnie poniosło. Przykute do kaloryfera mają trudności ze spacerowaniem. Dobra, to nie jest śmieszne. Dalej!  

    Jeśli uwielbiacie wszelkiego rodzaju szpilki, koturny, czy nawet glany - ogólnie wszystkie buty, które wydają dźwięk podczas chodzenia, to nie jedźcie nigdy do Afganistanu (zabrzmiało, jakby każdy chciał tam jechać). Tam kobiety mają zakaz chodzenia w "hałaśliwych" butach. Za to wszystkie zwolenniczki cichobiegów, mają problem z głowy i jeśli nie przeszkadza Wam praca tylko w domu (bo nie mogłybyście pracować poza domem) to rezerwujcie już bilecik. 

    Na koniec najlepsze. W mieście Tremonton, w amerykańskim stanie Utah, kobieta może uprawiać seks z mężczyzną w ambulansie. Gratulacje, coś Wam jednak wolno! Jeśli jednak zostanie złapana na gorącym uczynku, zostanie pociągnięta do odpowiedzialności karnej, a jej nazwisko będzie opublikowane w lokalnych gazetach. Mężczyzna oczywiście jest niewinny, więc nic mu nie grozi. Tu ciekawostka: jedynie w Teksasie, jeśli kura będzie uprawiała stosunek seksualny z facetem, to ona ma do tego jak największe prawo. Jeśli natomiast ziomek jej się odwdzięczy, bo było fajnie i ta kura tak go rozochociła i zrobiła mu dobrze - idzie siedzieć. Więc panowie, pamiętajcie - w Teksasie kura nas tak, ale my jej nigdy! 


    Międzynarodowy Dzień Kobiet dzisiaj to protesty w całej Polsce, w których dziewczyny domagają się m.in. utrzymania standardów opieki okołoporodowej, aby decyzje o ich zdrowiu nie były podejmowane w kościele, dostępu do nowoczesnej antykoncepcji, dofinansowania do in vitro, czy badań prenatalnych najnowszej generacji. To przykre, że w XXI wieku, w dzień, kiedy wszystkie powinny celebrować swoje święto, one muszą wyjść na ulicę, bo władza dalej nie respektuje ich praw i głosu. Te przykłady powyżej są niby śmieszne, ale pomyślcie sobie, że tak jest naprawdę. Że codziennie laseczki zmagają się z dyskryminacją ze względu na płeć, czy to w pracy, czy w rodzinie, w szkole, w polityce. Wszędzie. Dalej myślimy stereotypami. Ja jednak głęboko wierzę, że warto sprawić, by literka w dowodzie nie decydowała o całym naszym późniejszym życiu. 

    Wszystkim kobietkom życzę samych pięknych rzeczy! Abyście nie musiały już nigdy więcej walczyć o swoje prawa, aby każdy traktował Was jak księżniczki i okazywał Wam należyty szacunek, czekolada nie tuczyła, a siłownia nie była koniecznością. Życia usłanego różami i świetnych wspomnień. To Wy ruszyłyście światem i to Wy jesteście przyszłością! Ja w to głęboko wierzę. 


Znamy już wszystkich dziesięciu artystów, którzy powalczą o reprezentowanie Polski w Konkursie Piosenki Eurowizji 2017. W tym roku głosowanie nie należy tylko do widzów. Pojawia się jury, które będzie miało 50% wpływu na ostateczny werdykt. Poprosiłem o opinię dwie osoby (Bartłomieja Górę - członka fanklubu zrzeszającego fanów Eurowizji "I.N.F.E" oraz autorkę bloga Puszka Pandory (www.puszkapandory.com), która potajemnie jest fanką konkursu). Skomentujemy utwory oraz ocenimy je w eurowizyjnej skali. Będzie super. Czas start!

CARMELL - "Faces"


Puszka Pandory:
To całkiem urocza piosenka, melodia jest miła, zachrypnięty głos Gosi kojarzy się z Laną Del Rey. Ale nie ma w niej nic szczególnego, wszystko jest przewidywalne i monotonne. Można się do niej pobujać... i to by było na tyle.

Bartłomiej Góra:
Mam wielki problem z tym utworem. Większość osób go chwali, ja z kolei nie widzę w nim nic nadzwyczajnego. Fajne jest to, że pojawia się zmienne tempo, ale jeśli słyszałbym ten utwór w radiu, to na pewno przeszedłbym koło niego obojętnie. Na Eurowizji tego nie widzę.

Ja:
Przyjemna melodia, mogłaby być soundtrackiem jakiegoś filmu-drogi. Urocza radiówka, która może towarzyszyć w tle podczas jazdy samochodem. Niczym mnie jednak nie zaskakuje ani nie chwyta za serduszko. Nie mam zaufania do artystów, których wykonania na żywo nie ma dostępnego w internecie, przez co ciężko mi ją ocenić.

AGATA NIZIŃSKA - "Reason"


Puszka Pandory:
Podoba mi się głos Agaty. I tylko jej głos. W tej piosence też nie ma nic ciekawego. Nie wiem, co więcej mogłabym powiedzieć. Lubię pianino, więc intro też brzmi całkiem dobrze, ale zdecydowanie nie jest to utwór, który może w jakiś sposób wyróżnić się na Eurowizji.

Bartłomiej Góra:
Pierwsze przesłuchanie i w głowie: halo, halo, Bartek... Znasz ten wokal. Patrzysz na teledysk i nie wierzysz. Mamy polską Celine Dion! Sam jej wokal, akcent już powoduje, że chce się słuchać dalej. Bardzo dobra ballada na wysokim poziomie. Co najważniejsze, wpada w ucho, co jest rzadko spotykane przy balladach. Jestem na tak!

Ja:
Z głosu przypomina Celine Dion - co na Eurowizji może okazać się plusem. Sama piosenka może nie jest jakimś ewenementem, ale zawsze jestem miło nastawiony do "noname'ów", którzy zaskakują talentem. Tutaj on ewidentnie jest. Na tle stawki jednak utwór może przepaść.

PAULLA - "Chcę tam z tobą być"


Puszka Pandory:
Może się mylę, ale wydaje mi się, że lepiej jechać na Eurowizję z utworem w języku angielskim. Nawet jeśli melodia tej piosenki jest chwytliwa, to nikt z zagranicy nie będzie jej sobie śpiewał pod nosem. Oprócz tego, to po prostu kolejna propozycja nadająca się jedynie do delikatnego podrygiwania nóżką.

Bartłomiej Góra:
Na początku fajny bicik, myślisz: będzie coś ciekawego. A tu nagle głos Paulli. Mam wrażenie, że kobieta śpiewa, jakby jej odcinali dostęp do powietrza. Jedyny polski utwór w stawce, ale to chyba w niczym nie pomoże. Śmiem twierdzić, iż jest to najsłabsza propozycja w tegorocznych eliminacjach.

Ja:
Nie zgadzam się na polskie propozycje. Z góry wiadomo, że ciężej dotrzeć z piosenką w ojczystym języku do większych mas. Teledysk przypomina mi strasznie "Blank Space" Taylor Swift - polish version 2.0. Sama Paulla, często porównywana z Edytą Górniak (uważam, że nie do końca trafnie), zupełnie nie przekonuje swoim utworem. W linii melodycznej pojawiają się dziwne sample, które brzmią jakby wykonywała je weselna orkiestra. Jestem na nie.

LANDBERRY - "Only human"


Puszka Pandory:
O, ta melodia wydaje mi się znajoma! No właśnie, nie wiem, jak spojrzą na to ludzie "z góry", w końcu pierwsza, polskojęzyczna wersja tej piosenki została wydana w sierpniu, czyli przed terminem wydawania utworów, które można zgłaszać na Eurowizję. Jeśli jednak ten fakt zostanie jakoś zaakceptowany, to mogę powiedzieć, że to jedna z naszych najlepszych propozycji. Przyjemna, szybka, "imprezowa", wybija się na tle pozostałych polskich piosenek.

Bartłomiej Góra:
W wakacje utwór w wersji polskiej "wychodził z lodówki". To naprawdę kawałek, pasujący na Eurowizję. W Euroclubie może robić za hit, jak rok temu Margaret i jej "Cool me down" (R.I.P. Warsaw 2017). Podobno troszkę kuleje na żywo, ale zeszłoroczna Eurowizja pokazała, że to nie jest aż tak ważne.

Ja:
Każdy zna polską wersję piosenki, czyli popularny "Piątek". Anglojęzyczna jest moim zdaniem troszkę gorsza, ale to nieistotne. Ostatecznie artystka została dopuszczona do krajowych eliminacji, mimo nieregulaminowego zgłoszenia. Świeża propozycja, osadzona w aktualnych trendach. Uważam, że ma możliwości, ale dużo zależy od prezentacji.

OLAF BRESSA - "You look good"


Puszka Pandory:
Nie podoba mi się jego głos. Piosenka może i wpada w ucho, ale bardziej kojarzy mi się z twórczością Jonas Brothers niż dobrą propozycją na Eurowizję. Jest to też tysięczna piosenka, w której gwiazdy nie świecą... Znajdźcie w końcu inny poetycki tekst.

Bartłomiej Góra:
Jestem ciekaw tego chłopaka. Jak poradzi sobie na żywo? Dobra, popowa radiówka, jednak moim zdaniem, tylko na polski rynek muzyczny. Przy tylu balladach, wiadomo, że utwór będzie się bardzo wyróżniał, ale wielkiego sukcesu tu nie wróżę.

Ja:
Moim zdaniem to jedna z najgorszych propozycji. Jego głos strasznie mnie irytuje. Zastanawiam się, czy nie lepszy byłby już Mateusz Maga ze swoim szlagierem "First Kiss". Trochę byśmy się pośmiali, coś by się działo, a tak Olaf zniknie gdzieś wśród reszty utworów jak cichy pierd. Było kilka lepszych propozycji, które mogły zostać dopuszczone.

ANETA SABLIK - "Ulalala"


Puszka Pandory:
Aneta wcale nie brzmi, jakby była szczęśliwa. A tytuł doskonale oddaje przekaz całej piosenki, "Ulalala", moi drodzy, i tyle. To w sumie mógłby być jedyny komentarz do tej propozycji. Ulalala.

Bartłomiej Góra:
Ulalala... Niby takie kiczowate, ale jak zostaje w głowie, to już nie może z niej wyjść. To może być mocny punkt tego utworu. Słychać tutaj światowy poziom kompozytora, który czuje trendy. Banalny tekst, ale przy takim lekkim utworze o to właśnie chodzi.

Ja:
Znaczącym plusem jest rozbudowany refren, który trafia w każde serce prawdziwego fana nucenia piosenek. Żartuje. Tak serio, to podoba mi się melodia, jest mega dobra, ale tekst jest po prostu słaby. Można puszczać jako zapychacz w klubach, kiedy między godziną 4 a 6 wszyscy są tak najebani, że nie mają siły śpiewać niczego innego niż "ulala".

KASIA MOŚ - "Flashlight"


Puszka Pandory:
Niby kolejna ballada, których na Eurowizji jest pełno. Ale ta ma swój niepowtarzalny klimat. Skrzypce w tle to super sprawa, wiolonczela też, a bit jest dobry. Lubię głos Kasi, jest mocny i pasuje do tej piosenki. Będę zła, jeśli Flashlight nie zostanie wybrane. Mimo, że Kasia ewidentnie wygląda, jakby jadła za mało. Skąd w takim ciałku taki potężny głos?

Bartłomiej Góra:
Dzięki Ci, Boże, za to, że Kasia jest Polką! Jaki Szpak jest, każdy widzi (tak pisałem rok temu i wygrał polskie preeliminacje), więc: JAKA MOŚ JEST, KAŻDY WIDZI! Ten utwór to chyba dzieło Boga. Ludzie mówią, że nie ma refrenu. Żal mi ich, bo muszą być głusi. Kasia zrobiła tutaj świetny manewr, refren w niższej tonacji niż zwrotki, co jest rzadkością. Mega mocny utwór, świetne wizualizacje. Mogę powiedzieć, iż Eurowizja w Kijowie jest nasza. Nie zmarnujmy tej szansy.

Ja:
Uwielbiam. Tajemnicza, mroczna, mocna. Te trzy słowa idealnie określają tę propozycję. Kasia kolejny raz (3) próbuje swoich sił w preselekcjach. Miejmy nadzieję, że w tej sytuacji spełni się popularne "do trzech razy sztuka". Perfekcyjny wokal, o który nie trzeba się martwić, a do tego świetny angielski, więc nie będzie wstydu. To mój typ!

ISABELL OTRĘBUS-LARSSON - "Voiceless"


Puszka Pandory:
Przekaz jest, to prawda i to jest plus tej piosenki. Nie powiem, że jedyny, bo nie zrobiła na mnie złego wrażenia. Ale nie mogę też powiedzieć, że chwyciła mnie za serce. Wpada w ucho, ale to kolejny utwór z tych przeciętnych, których nie zapamiętamy na długo.

Bartłomiej Góra:
Będzie ballada, będzie ballada - tak myślałem, patrząc na tytuł i artystów, którzy tworzyli ten utwór. I co? Bardzo dobry, popowy kawałek, typowy dla radia, ale i na ESC. Można zdecydowanie wyczuć szwedzką robotę. Bardzo miłe zaskoczenie tych preselekcji. Iza zdecydowanie może pokusić się o wysokie miejsce w Kijowie.

Ja:
Przyznam szczerze, że kiedy słyszę początek utworu i jest tam coś o pistolecie, śmierci czy innej takiej rzeczy, to od razu jestem negatywnie nastawiony. Piosenka o uciśnionych, która jest moim zdaniem zbyt perfidna w swoim przesłaniu. Refren brzmi jak tanie disco. Nie ten poziom, zupełnie nie ten.

MARTIN FITCH - "Fight for us"


Puszka Pandory:
Gdy usłyszałam początek, myślałam, że to Shawn Mandeles zdecydował się reprezentować Polskę ze swoim "Treat you better". A potem okazało się, że dalej nie jest tak dobrze, jak w piosence Shawna. Wysoka oktawa dobrze brzmi w wykonaniu Zayna w "I don't wanna live forever", ale tutaj Martin mógł sobie to podarować.

Bartłomiej Góra:
Chyba moje największe rozczarowanie. Marcin, człowiek, który zna Eurowizję od kuchni, daje nam utwór, który kompletnie nie pasuje do jego możliwości wokalnych. Sama piosenka prosi się o wiele poprawek. Najgorsze są chyba te wstawki, imitujące krzyki, które tylko odstraszają od dalszego słuchania, a mnie osobiście śmieszą.

Ja:
Martin Fitch, czyli po prostu Marcin Mroziński, który już raz reprezentował Polskę w konkursie. Sam utwór przypomina mi "Treat you better" Shawna Mandelesa. Wręcz identyczna linia melodyczna. To nie jest fajne. Można mieć podobny głos, ale nie utwór. Wydaje mi się, że tylko dlatego, że przypomina mi jedną z moich ulubionych piosenek, stawiam ją w rankingu nieco wyżej niż inne propozycje. Jednak uważam, że dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki, zwłaszcza, kiedy pierwszy raz był bardzo słaby.

RAFAŁ BRZOZOWSKI - "Sky over the Europe"


Puszka Pandory:
Nie potrafię powiedzieć nic dobrego o tej piosence. Melodia trochę zalatuje Disney'em, ale w zdecydowanie gorszym wydaniu. Nie obroni się ani dobrym głosem Rafała, ani czymkolwiek ciekawym, bo nie ma w niej ani jednego, ani drugiego. Nie polecam.

Bartłomiej Góra:
Największa "gwiazda" preselekcji, a zarazem najgorszy utwór. Coś za coś. Większej nudy nie słyszałem już dawno. Myślałem, że Paulli nic nie przebije, ale myliłem się. Chyba pozostaje mi tylko zapytać TVP, czym kierowali się przy wyborze: utworem czy nazwiskiem? Znam wiele lepszych utworów, które starały się o udział w preeliminacjach. Rafał, to na bank nie twój rok.

Ja:
Jego nazwisko mogło sporo zamieszać. Okazało się, że tylko nazwisko. Utwór jest... nudny, banalny. Nie ma w nim nic, co mi się podoba. Na szczęście Eurowizja to konkurs piosenki a nie wykonawców, więc polecam wszystkim nie głosować na niego tylko dlatego, że to Rafał, który kiedyś miał fajną nutkę, która leciała w radiu.

W naszym głosowaniu rozdzielamy punkty w systemie eurowizyjnym - 12, 10, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2, 1.

Podsumowując nasze głosy, tak wygląda nasz top:

1. Kasia Moś                               36 pkt
2. Landberry                              28 pkt
3. Isabell Otrębus - Larsson      21 pkt
4. Carmell                                  17 pkt
    Aneta Sablik
    Agata Nizińska
7. Martin Fitch                            14 pkt
8. Paulla                                      12 pkt
9. Olaf Bressa                             8 pkt
10. Rafał Brzozowski                   4 pkt

Tak wyglądają nasze typy. A jak wyglądają Wasze? Już w sobotę Krajowe Eliminacje do Konkursu Piosenki Eurowizji 2017 o 20.30 na TVP 1. Ja tam będę, więc jeśli chcecie zobaczyć, jak to wszystko wygląda od kulis, zapraszam na mojego snapa @lebiooo oraz na fanpage www.facebook.pl/lebioblog

P.S. Jeśli interesujesz się Eurowizją, albo chcesz wiedzieć o niej więcej, zapraszam do odwiedzenia strony www.infepoland.eu.

PS.2 Jeśli spodobały Ci się opinie Puszki Pandory, zajrzyj do niej na bloga. Tam znajdziesz o wiele więcej jej ciekawych spostrzeżeń. www.puszkapandory.com

*** WPIS SPONSOROWANY ***

Ile razy chcesz wydrukować pracę na studia, ale Twoja drukarka odmawia Ci posłuszeństwa? Mi prawie zawsze (bo zazwyczaj nie mam tuszu, a jak już mam, to drukarka jest za daleko mojego łóżka). Prawdopodobnie znasz to z własnego doświadczenia. Podpinasz się do nowego urządzenia, komputer krzyczy, że potrzebuje miliona sterowników i dedykowanego oprogramowania, że nie wydrukuje Ci niczego, bo nie i w ogóle to się wal. Ty rozkładasz ręce, zaczynasz szukać w Internecie info o tym, jak naprawić problem i zmusić głupie urządzonko do posłuszeństwa. Ostatecznie zaczynasz płakać, rzucać drukarką o ziemię, a następnie dzwonisz do wszystkich znajomych, mieszkających w promieniu 5 kilometrów, z zapytaniem, czy drukną Ci jedną kartkę A4 w czarno-białym. Brzmi znajomo? Ewidentnie masz printing syndrome.


Światowej sławy specjalistka w dziedzinie papieru i druku - Dr. Doctor zaleca na tą przypadłość lekarstwo - dedykowaną smartfonom aplikację o nazwie Happy2Print. Sam printing syndrome jest oczywiście żartem, ale apka jest już najprawdziwsza na świecie. Stworzona przez International Paper aplikacja, pozwoli Ci na korzystanie z drukarki bez wszystkich gównianych sterowników. Do tego znacząco przyspieszy czas drukowania (w końcu nie musisz biegać z laptopem do drukarki, wyciągać kabla zza szafki i uczyć się obsługi oprogramowania). Aplikacja jest mega łatwa w użyciu, co pokazuje chociażby ten tutorial:


Jeśli chociaż trochę zachęciłem Cię do takiej możliwości drukowania - zapraszam do pobrania apki:


*** ARTYKUŁ SPONSOROWANY ***

Stereotypy to nieodłączna część naszej społeczności. Możemy starać się z nimi walczyć, ale prawdopodobieństwo, że coś w tym temacie osiągniemy jest tak znikome jak piersi Anji Rubik. Każdy zapewne zmierzył się z chociaż jednym stereotypem - no bo wiadomo, że osoba, która ma dobre oceny jest kujonem, Polacy kradną, tatuaże mają tylko kryminaliści, kobieta za kierownicą to tragedia, a jak powie jeszcze coś głupiego, to na bank blondynka. Ja, jako mieszkaniec Gliwic - czyli miasta położonego między hołdami węgla i koksu (hehe), bardzo często muszę zmagać się ze stereotypami Ślązaka. Nie wiem dlaczego ludzie tak uwielbiają wszystkich wsadzać do jednego worka, ale jest w tym coś tak niesamowicie irytującego, że jak ktoś zaczyna zadawać debilne pytania, bazujące na stereotypach, to mam ochotę wyjebać mu węglem w ryj. Tak po prostu. Dlatego też, aby oszczędzić - i Was i węgiel - śpieszę Wam z tym oto podsumowaniem najdebilniejszych tekstów o Śląsku i Ślązakach. Na wstępie zaznaczam: nikt w mojej rodzinie nie pracuje na kopalni - ja również mam zupełnie inne plany, na obiad nie jadam wodzionki, jak wychodzę z domu, sadza nie smoli mi ryja, więc śmiało mogę nosić białe ubrania. I wbrew pozorom, potrafię mówić, a nie godać.

Oddychamy najbardziej zanieczyszczonym powietrzem w Polsce.

Niedawno w Rybniku, z powodu okropnego stanu powietrza zamknęli szkołę. Nie zmienia to jednak faktu, że kiedy sezon palenia w piecu się kończy, w rankingu najbardziej zanieczyszczonych miast króluje Kraków (sory Krakusy,  ale taka prawda). Na to, że u nas powietrze jest lepsze, po części wpływa fakt, że zamykamy coraz więcej kopalni, a przepisy dotyczące emisji zanieczyszczeń są równie surowe, jak w reszcie Polskie. I niestety, fakt, że mamy wysokie kominy - ten z Jaworzna jest najwyższym w całym kraju - nie sprawia, że wszystkie chujowe opary są wyżej i że ich nie wdychamy. Tu ciekawostka, która zupełnie niczego nie zmieni w Waszym życiu. Im wyższy komin, tym większy ciąg w kominie tzn. wyższa temperatura w kotle. W każdym razie, ostatnimi czasy, praktycznie cała Polska oddycha takim samym gównem.

Na Śląsku kożdy godo gwarą

Klupnij się w tyn gupi łeb! Śląska gwara nie jest w żaden sposób spisana, przez co nie ma nawet swojego oficjalnego słownika. Co z tego? A no to, że po pierwsze - inaczej będą godać w Gliwicach, inaczej w Rybniku, a jeszcze inaczej w Piekarach. Po drugie, najczęściej, jeśli już "godają", to ludzie starsi, ale jak pójdziecie na jakieś przypadkowe podwórko w Rudzie Śląskiej czy w Bytomiu, to możecie się zaskoczyć. Zresztą nie ma jakiejś ogólnej zasady, kto godo, a kto nie. Są takie roszady w całej Polsce, że momentami na ulicy w Katowicach jest więcej osób z Sosnowca [hehe, żart z tego, że Sosnowiec to nie Śląsk zawsze spoko, ale o tym zaraz], niż rodowitych Ślązaków. Pamiętajcie więc, że odwiedzając te strony, nie potrzebujecie rozmówek polsko-śląskich. 

Wszyscy Ślązacy nienawidzą Sosnowca

Nie wszyscy. Podobno istnieli tacy, którzy się nie śmiali. Wiedli nudne życie. Dobra, koniec żartów. Sosnowiec jaki jest - wszyscy widzą. Są tam szkoły, centra handlowe, kluby i boiska. Skąd wiem? Z Google Street View. Nie no, nie będę kłamał. Byłem kilka razy w Sosnowcu i nie, nie musiałem mieć paszportu. Tak jak Amerykanie mają bekę z Kanadyjczyków, a warszawiacy z Poznania, tak Ślązacy jebią się z Sosnowca. I uważam, że nie ma w tym nic złego, dopóki żarty są śmieszne i nie ma w nich nudy, nienawiści i chamstwa. Przyznam szczerze, mnie już nie bawią te typu: "Skąd jesteś? - Z Sosnowca - HEHEHE, Z SOSNOWCA, TO CI DOPIERO!" bo to głupie, stare i żenujące. Wolę te nieco bardziej wyszukane, gdzie puentą nie jest to, że tam nic nie ma. Podobno cała sytuacja zaczęła się po II Wojnie Światowej, kiedy na Śląsk zaczęli przyjeżdżać ludzie z całej Polski, by pracować na kopalniach. Często dochodziło do sprzeczek między "hanysami", a "gorolami" - głównie o kobiety. Dlatego z tego miejsca, dementuję też plotki, jakoby fala beki z tego miasta wzięła się od mamy Madzi. To zupełnie nie jest śmieszne, że kobieta nie chciała, by mała wychowała się w Sosnowcu. STOP. Kurde, nie potrafię poważnie napisać o tym mieście. Chciałem zaproponować, żeby połączyć siły i mieć bekę np. z Opolskiego, bo to taki Janusz z wąsem wśród województw, ale to jednak nie to samo. Dociekliwi mogliby twierdzić, że może sama nazwa jest śmieszna. Wiecie - SOS NO WIEC, że sosnowy piec, czy coś. Ale nie. To nieśmieszne. Inni zapytają zaś, skąd się w ogóle wzięła nazwa Sosnowiec, ale na szczęście nikogo to nie obchodzi.

Na obiad co niedziela jest rolada, kluski i modra kapusta

W tym przypadku żałuję, że to tylko stereotyp. Rolada to dar z niebios i nie znam lepszego połączenia niż to z kluskami (koniecznie z dziurką na środku) i czerwoną kapustą! Niestety, najczęściej taki obiad jadam przy jakichś większych okazjach, typu urodziny, wesela czy pogrzeb. Nie mówię, że u nas się tego w ogóle nie robi, ale moja mama chyba wolałaby przestać oglądać "M jak miłość", niż co tydzień kulać kluski, smażyć kapuchę i zawijać rolady.

Ślązacy są wieśniakami

To ciekawe stwierdzenie usłyszałem od Kamili, z którą ostatnio przeprowadziłem wywiad (dostępny tutaj: Kamila Ibrom z Top Model [WYWIAD]). Zastanawiałem się, dlaczego inni tak o nas sądzą i nie potrafiłem odpowiedzieć na to pytanie. Jedynym tłumaczeniem, które przychodziło mi do głowy, był fakt, że nasza gwara nie jest przyjemna dla ucha i wielu kojarzy się ze wsią i zacofaniem. Na naszą obronę muszę jednak przyznać, że Katowice przez ostatnie lata mocno postawiły na kulturę, czego efektem jest chociażby przepiękny budynek Narodowej Orkiestry Symfonicznej. Bilety na koncerty rozchodzą się w kilka minut. Mają rozmach w takim razie, wieśniaki!

Wodzionka jest najlepszą z wszystkich śląskich zup

Nie jestem w stanie wyrazić, ile krzywdy zrobiła całemu regionowi ta piosenka. Wiadomo, są tacy, którzy potrafią przymknąć oko i się pośmiać, ale w tym przypadku jest ciężko. Zwłaszcza, kiedy ten "hit" grają lokalne stacje radiowe. Jeśli nie wiesz, o czym mówię, to nawet lepiej. W skrócie: dwóch chopów śpiewa o tym, jak to woda z kawałkami chleba, czosnkiem i magi jest kozacka w chuj. Co więcej, cała piosenka jest przepisem, jak przygotować taki "śląski przysmak". W każdym razie, nie, to nie jest najlepsza z wszystkich śląskich zup. Najlepszy jest oczywiście ŻUR.


Druga odsłona cyklu zdjęć z Mariettą Fiedor zatytułowana "White dress". Pierwszą część można zobaczyć pod tym linkiem: "BLUE JEANS" [ZDJĘCIA].
Makijaż autorstwa Sebastiana Kmieć - SBSTN Make Up Craft