Ostatnio dodane


"Matkia jest tylko jedna, więc szanuj" - powiedział kiedyś pewien znany, przystojny i sympatyczny bloger. Może to byłem ja, a może ktoś inny - nigdy się nie dowiecie. Dzień Matki podobno powinien trwać cały rok, ale kto wydoliłby z hajsem na kupowanie tulipanów. Uczeni twierdzą więc, że 26 maja to oficjalna data, kiedy te tulipany jednak kupić trzeba. Jeśli brak hajsu doskwiera, zawsze istnieje zamiennik prawdziwego, polskiego tulipana, z pędu, kutykuli i miękiszu zasadniczego, ale szkło może powbijać się w ręce i więcej z tym problemu niż radości...

Dzień ten jest trochę śmieszny, bo zauważyłem pewną zależność. Rankiem mama nie krzyczy, jest potulna jak baranek, a swoją mimiką twarzy mówi: "gdzie są prezenty?!". Ten poranek różni się od tego zwykłego, pospolitego, kiedy talerz po pomidorowej z dwóch dni jest dla niej najważniejszą rzeczą na świecie, a usunięcie go wymaga trybu natychmiastowego. A to podobno dzieci komunijne czekają tylko na prezenty...

Okazja jest więc zacna, do zaprezentowania kilku przykładów zdań, których moja (ale Twoja pewnie też) mama nigdy nie wypowie. Prędzej oddałaby wszystkie zestawy garnków, nowego mopa automatycznego i suszarkę do sałaty, niż pozwoliła, by z jej ust wyleciały następujące zdania:

1. Zostaw ten syf, jutro też jest dzień!

2. Na naukę jeszcze przyjdzie czas...

3. Umyję twoje naczynia za ciebie!

4. Zrób imprezę u siebie, a my wyjedziemy gdzieś na weekend.

5. Taki głupi, to jednak po mnie, a nie po tatusiu.

6. Nie możesz iść bez pieniędzy... Masz tutaj [ kwota]

7. Nie miałabym serca brać od ciebie pieniędzy za to, że za ciebie piorę, sprzątam, gotuję i trzymam pod swoim dachem.

8. Nie sprzątnąłeś piachu, który naniosłeś z butów na podłogę, ale jebie mnie to.

9. Weź samochód, po co masz się tłuc autobusami...

10. Nie myśl o przyszłości, życie to zabawa!

Także tak.

Z okazji tego zacnego święta, życzę wszystkim mamuśkom ( a szczególnie mojej Asiuli), dużo zdrówka, cierpliwości, zero stresu! Żeby praca zawsze była łatwa, a ojcowie wyręczali Was we wszystkich domowych robótkach. I żeby Wasze dzieciory zawsze się słuchały i nie zostawiały śladów na świeżo umytej podłodze. Jesteście super, bo kochacie nas bezwarunkowo (więc w sumie nie macie wyjścia). Nie byłoby nas tu, gdyby nie Wasze dziewięciomiesięczne inkubatory brzuszne. Szacuneczek za poświęcenie figury i "nie ma za co" za to, że byliśmy usprawiedliwieniem wpierdzielania tony słodyczy! MAMA TO NAJLEPSZE STWORZENIE NA ŚWIECIE!

Jako BONUS, dodaję słowniczek określeń na mamę:

kiedy coś potrzebujesz - mamusia, mamunia, mamuniunia, mamcia, mateczka
kiedy mama wygląda fancy i jest kosą sto pro - mamita, mamacita, milf
kiedy jesteś gimbem - wapniara, mamuta, matka, starsza, geriatrara, parentsa, mamełe, zgredzia
kiedy jesteś debilem - stara


Dwa lata. Dokładnie tyle czasu publikuję tutaj moje wypociny. Czasem mądre, głównie głupie, ale jeśli chcecie je czytać to znaczy, że jesteście głupi Wam się chociaż troszeczkę podoba. Chciałoby się napisać jakiś banał, którym rzucają zazwyczaj inni blogerzy - "Wydaje się, jakby to było wczoraj" albo "Ach jak ten czas szybko leci!". Ja jednak ich nie użyję, bo osobiście wydaje mi się, że prowadzę tą stronę od urodzenia, co więcej - czasami wyobrażam sobie, jaki to nie jestem już znany i ile to książek nie wydałem. Wiecie, idę ulicą, a wszyscy ludzie dookoła cytują moje wpisy, prosząc o zdjęcie. Ja oczywiście odmawiam, bo przecież wyszedłem tylko po bułki, w piżamie, z rozwaloną fryzurą, więc trochę wstyd i zaraz wszystkie tabloidy się przyczepią. Potem się budzę i wszystko wraca do normy.

20 maja. Dzień w którym nie ma żadnego święta. Leży między 19 maja - dniem pamięci o ofiarach AIDS, oraz 21 maja - dniem kosmosu. Towarzystwo mam więc zacne. A co wydarzyło się tego dnia w historii? W 1921 roku, ówczesny prezydent USA podarował Marii Skłodowskiej-Curie kapsułkę z zawartością radu o wartości 100 tysięcy dolarów. Odczytuję to jako znak, że moje współprace blogowe będą mega dochodowe. Dalej. W 1992 roku, FC Barcelona zdobyła pierwszy raz Puchar Europy, a w 2006 roku, zespół Lordi z Finlandii wygrywa Konkurs Piosenki Eurowizji. Co to oznacza dla mnie? Wygraną - zawsze, wszędzie i z każdym. Blog roku 2017 - nadchodzę! 20 maja 2015 powstała strona Lebio.pl. Święto to nie jest jeszcze uwzględnione w Waszych kalendarzach, bo jest po prostu stosunkowo świeże.

FUN FACT:

Do końca roku zostało 155 dni roboczych, oraz 71 dni wolnych. Dwa razy więcej pracy niż odpoczynku. Czy to jest zdrowe, ja się pytam?

Koniec tych ciekawostek, przypomnijmy sobie, jak wyglądało podsumowanie pierwszego roku działalności:



Jak było w tym roku?

- Pousuwałem większość starych postów, więc ze 125 w pierwszym roku, zrobiło się 100 przez 2 lata.
- Facebook: z 1476 fanów zrobiło się 1715.
- Miałem okazję odbyć miesięczny staż w portalu Silesion.pl, z czego jestem bardzo zadowolony.
- Najbardziej poczytnym wpisem jest 10 miejsc na Śląsku, w których (nie) znajdziesz celebrytów - w całości napisany po śląsku.
- Najchętniej oglądaną sesją zdjęciową jest Sesja "Gardener" z Eweliną Niemiec.

A jak będzie w następnym roku?

- Pierwszym przystankiem będzie Blog Conference Poznań.
- Po głowie chodzi mi ciągle pomysł na kanał na Youtube.
- Nie mam pojęcia co dalej.

Czego mi możecie życzyć?

- Samozaparcia i większej motywacji. (Napiszcie w komentarzu, że mogę być kim chcę, czy po prostu "Życzę Ci samozaparcia i motywacji" i będzie super, bo ostatnio strona kuleje okropnie)
- Systematyczności.
- Kreatywności.
- Milionów na koncie.

Dzięki, że jesteście i czytacie! Na koniec zacytuję więc (już) klasyk:




Już tylko niecały miesiąc dzieli nas od największego muzycznego wydarzenia w Europie. Eurovision Song Contest z roku na rok prezentuje coraz wyższy poziom muzyczny, ale również i wizualny. Zapewne te jak i inne fakty (np. widowiskowość występów) sprawiają, że wydarzenie przyciąga coraz więcej widzów. W tym roku, dzięki ubiegłorocznej wygranej Jamali z Ukrainy, impreza odbywa się w Kijowie, a w biało-czerwonych barwach wystąpi Kasia Moś z piosenką "Flashlight". Jej walkę o wejście do finału będziemy mogli bacznie obserwować już 9 maja (wtorek). Jak jej piosenka zaprezentuje się na tle innych wykonawców? Tego zapewne dowiemy się dopiero podczas samego półfinału, ale już dzisiaj możemy prześledzić wszystkie tegoroczne propozycje, które powalczą o kryształową statuetkę oraz sławę (przynajmniej na kolejny rok).

Po ostatecznym wycofaniu się Rosji z konkursu, w grze zostały 42 kraje. Razem z autorką bloga Puszka Pandory, wybraliśmy naszą best hot dziesiątkę najlepszych utworów. Mam nadzieję, że Wam również przypadną do gustu! W przypadkowej kolejności - oto one:

1. SZWECJA 
Robin Bengtsson - I Can't Go On
Szwedzi stawiają ostatnimi czasy na dobre radiówki. I bardzo dobrze, bo są w nich genialni! Proste, ale efektowne show, refren wpadający w ucho, mocny wokal - mogę tak wymieniać dalej... Po prostu dobrze wyprodukowana piosenka, która już hula po rozgłośniach radiowych. Ma wszystko to, czego potrzebuje popowy hit. Przygotujcie się więc w maju na to, że w klubach, w samochodzie, w sklepie i u mechanika, wszyscy będą śpiewać, że oni "can't go on".

2. BELGIA
Blanche - City Light
Może jeszcze nie zczailiście, ale tą piosenkę wykonuje kobieta. I jest w tym jej dziwnym głosie coś, co idealnie komponuje mi się z tą dziwną melodią. Ja to kupuję. Teledysk sam w sobie również robi robotę. Zobaczymy jednak, jak Blanche zaprezentuje się w Kijowie. Jestem bardzo ciekawy. 

3. CYPR
Hovig - Gravity
Bynajmniej nie jest to piosenka Rag'n'Bone Man'a - "Human", ale cypryjska propozycja Ormianina Hoviga. Brzmi podobnie? Oczywiście, że tak. Ale trzeba przyznać, że w ucho wpada tak samo jak pierwowzór.

4. MACEDONIA
Jana Burceska - Dance Alone
Świeżych, nowoczesnych, elektronicznych brzmień nigdy mało! Macedonia w tym roku zszokowała mnie baaardzo i do walki wystawia taką perełkę! Siada mocno. Po pierwszym przesłuchaniu wydaje Ci się, że znasz już całą nutkę. Tutaj również polecam teledysk - majstersztyk!

5. WĘGRY
Joci Papai - Origo 
Jedna z najoryginalniejszych propozycji w tym roku. Hipnotyzujące orientalne brzmienia, w połączeniu z rapem - można? Mnie się to bardzo podoba! Nie przeszkadza mi nawet fakt, że kiedy słucham tego w aucie, czuję się jak cygan. Wydaje mi się, że czasami warto poczuć się cyganem...

6. NORWEGIA
JOWST - Grab The Moment
Norwegia idealnie wpisuję się w erę coachingu i motywacji wszelkiej maści. Fajne elektroniczne brzmienia podkręca tekst zagrzewający do łapania chwil. Dobra na siłkę, kiedy robisz plecy, nogi czy barki, albo wyciskasz to, co wyciska się na siłowni (sorry, nie wiem jak się to nazywa). W każdym razie, jak aktywność fizyczna, to Norwegia w tym roku!

7. SZWAJCARIA
Timbelle - Apollo
Już po pierwszym przesłuchania była moją faworytką. Piękna kobieta, z pięknym głosem i pięknym show (i pięknym biustem też!), śpiewa piękną piosenkę o miłości. Można chcieć więcej? Można! Bo w występie z preselekcji, na zakończenie miała "deszcz" czerwonych płatków róż - to już w ogóle mnie przekonało. Szwajcaria mocno skradła moje serduszko.

8. BUŁGARIA
Kristian Kostov - Beautiful Mess
Najmłodszy uczestnik tegorocznej Eurowizji (17 lat!). W jego wypadku chyba nie trzeba niczego pisać. Piosenka broni się sama. Moim zdaniem jest to faworyt całego konkursu.

9. IZRAEL
IMRI - I Feel Alive
Klubowa łupanka, do której można poskakać, pobujać się, pośpiewać... - można ogólnie wszystko. Zadatki na wygraną słabe, ale na imprezie zamiast po raz tysięczny bawić się do "Tsunami" czy innego "Animals", można posłuchać klubowej nutki z Izraela.

10. HISZPANIA
Manel Navarro - Do It For Your Lover
Wakacyjna piosenka, która może lecieć w tle, gdy orzeźwiający wiatr przeczesuje Ci włosy, gorące promienie słońca delikatnie prażą Twoją skórę, a z oddali słychać: "Kuuuuu-kurydza, oooo-rzeszki, popcorn!". W radio będzie grane jak nic. Nie rozumiem tylko, czemu tak wiele osób nie cierpi tej piosenki. Przecież to jest takie miłe...

Przyznam szczerze, że zgłupiałem. Już w przedszkolu było przecież mówione, że pierwszy dzień wiosny obchodzimy 21 marca. Wtedy zawsze ubieraliśmy miotłę w jakieś szmaty, które wypychaliśmy słomą. Potem już wiadomo jaki los ją czekał. Denatka albo płonęła, albo nurkowała w najbliższym ścieku udającym rzekę (na Śląsku mamy tylko takie). Dlatego też zbaraniałem, dostając wczoraj tonę snapów o treści "hasztag wiosna", "wiosna nakurwiła", "elo pani wiosno". Czyżbym przegapił, kurdebele, pierwszy dzień wiosny i nie przygotował specjalnego wpisu z tej okazji?! Z twarzą Melanii Trump gugluje jak najszybciej "kiedy jest pierwszy dzień wiosny" i okazało się, że są dwa pierwsze dni wiosny! Astronomiczna i kalendarzowa. Dla niektórych może się wydawać to bardzo oczywiste - dla mnie takie jednak nie było, proszę mnie nie oceniać, jestem tylko studentem. Bogatszy jednak o tę wiedzę, ze spokojem zasiadłem do przygotowania wpisu pachnącego konwalią i petem przebijającym się przez ostatnie resztki śniegu. Oto on!

Przez ostatnie dni przeprowadzałem badania wśród najbliższych mi osób, czyli sam sobie odpowiadałem na zadawane przeze mnie pytanie. Ankietowani (ja) niechętnie odpowiadali na dość trudne zagadnienie związane z końcem zimy. Ostatecznie jednak udało mi się wyciągnąć od nich kilka ciekawych rzeczy, które podsumowałem.

CO MOŻNA UTOPIĆ PIERWSZEGO DNIA WIOSNY?

1. SMUTKI I ŻALE

Taką odpowiedź wskazało 25% ankietowanych. Koniec zimy, to idealny czas na przypomnienie sobie, jak bardzo jesteśmy nic nie warci, niczego nie osiągniemy, że turnus mija, a Ty niczyja, a do tego śnieg opadł, a Twoje sadełko zachowało się tak jakby było odporne na dodatnie temperatury. Zgadzam się więc z tym, że śmiało pierwszego dnia wiosny, możemy iść się solidnie najebać.

2. MARZENIA

Podobno najśmieszniejszy żart, to Twoje marzenia. I coś w tym jest, skoro 17% ankietowanych tak uważa. Ja np. marzę o tym, żeby pisać do najlepszych gazet świata, wiedząc, że gazety umierają. Uważam jednak, że trochę w dupach nam się poprzewracało i jesteśmy zbyt wymagający. Kiedyś marzyłem o tym, żeby Pani z matmy zachorowała, bo nie ogarniałem funkcji. I zachorowała. Moje życie było spełnione. Dzisiaj? Marzę o zajebistym mieszkanku i kozackim samochodzie... Może lepiej utopić te marzenia na wiosnę, serio...

3. DZIECKO SĄSIADÓW

Ja sam tak nie uważam, ale ankietowani owszem. Głupi ankietowani. Dzieci sąsiadów to cudo natury i naturalny budzik, dzięki któremu nie zaśpisz na uczelnię, bo młody wie o której drzeć japę po szamkę. Wszystkie dzieci nasze są, więc żadnych nie topimy moi drodzy!

4. PIENIĄDZE

Z ciężkim sercem muszę przyznać, że tak jest. Topimy notorycznie pieniądze w głupich rzeczach. Czy ktoś pobije moje narzędzie do gazowania wody, po które jechałem specjalnie do Tych(tamtych hehe)? Wydawało mi się to niezbędne do dalszego funkcjonowania w społeczeństwie. Ktoś kiedyś nie powiedział, że jeśli posiadasz gazowator (naprawdę nie wiem jak to nazwać), to osiągnąłeś w życiu wszystko? Jak ktoś tak powiedział, dajcie mi proszę znać, bo ja dalej szukam tej osoby. W każdym razie mama mówi, że lepiej te pieniądze utopić w szambie, niż wydawać na takie głupoty. Ja jednak proponuję nie topić ich w szambie, ale w jakimś charytatywnym celu. W końcu wiosna to okazja dobra, jak każda inna!

5. MARZANNĘ

2 % ankietowanych. Nie lubię tego zwyczaju, bo szybko przywiązuję się do rzeczy. Nadaję im imiona i cechy charakteru, oswajam, a potem mam zabić? To trochę tak, jakby profesor Atomus, stworzył z cukru, słodkości i różnych śliczności Atomówki, a potem powiedział - Elo, mamy wiosnę, gińcie w rzece". Nie podoba się mnie to!

6. SIĘ

24% ankietowanych uważa, że pierwszego dnia wiosny, chętnie utopią siebie. Skoro tak uważacie, to się topcie, ale mnie w to nie mieszajcie...

7. PODWODNEGO KRETA

40% ankietowanych! Obrzydliwi są Ci ankietowani!



To by było na tyle! Jak zawsze, czekam na Wasze propozycje, co wy utopicie na wiosnę. :) Ja utopiłem wygląd mojego pokoju, bo zrobiłem przemeblowanie! Od razu lepiej, wiosennie!

P.S. Pojedyńcza, prosta, przecinająca dłoń linia, to jedna z cech wyróżniającą osobę z zespołem Downa. 21 marca oprócz KALENDARZOWEJ wiosny, jest również Światowym Dniem Zespołu Downa. Zróbcie sobie fotkę z czarną linią na ręce i wrzućcie na swoje social media z hasztagiem #liniaprosta, a telewizja Lifetime przekaże za Wasze foto 5 zł na rzecz Stowarzyszenia Bardziej Kochani! Ja już dodałem!

P.S.2 Nie chce ktoś kupić gazowacza do wody?


"Nie śpię, bo trzymam kredens", "Jak nie spłonąć na cmentarzu", "Pobił matkę krakowską" - mogę tak wyliczać w nieskończoność. Tytuły tabloidów rządzą się swoimi prawami i nikt nie jest w stanie tego zmienić. Jawna masturbacja tanimi sensacjami przynosi jednak spore zyski, skoro w dalszym ciągu Fakt, czy inny Super Express sprzedaje się całkiem nieźle. Pracownicy takich gazet często określani są hienami, bo uciekają się do bardzo radykalnych sposobów zdobywania informacji, odsuwając na bok swoje zasady moralne. Klikalność jest aktualnie ważniejsza od dobrego wychowania, a wyrachowanie to dla nich chleb powszedni. Owocem takiej mieszanki są przezajebiste tytuły artykułów, które ukazują się w naszych gadzinówkach, bulwarówkach, pismakach, szmatławcach albo po prostu - w brukowcach.

Najczęstszą tematyką są wszelkiego rodzaju dziwne przestępstwa (fot.1, fot. 2, fot.3), dziwne potwory (fot.4), oraz nieprawdopodobne historie (fot.5, fot.6, fot.7). 
fot.1
fot.2
fot.3
fot.4
fot.5
fot.6
fot.7
Medialną biegunką okazała się jednak historia Katarzyny Waśniewskiej, znanej szerzej jako Mama Madzi z Sosnowca. To, co tabloidy wtedy odjebały, to był taki smród... Sesje zdjęciowe, wywiady z życiowymi wyznaniami po zabiciu córki(!)(fot.8), artykuły o tym jak się odżywia (fot.9), komentowanie jej stylu, fryzur, makijażu (fot.10). Media zaczęły skupiać się na samej postaci Waśniewskiej, a nie na okropnym czynie, którego dokonała. Przed pójściem do paki, zabójczyni zdążyła wydać książkę, sprzedać kilka tajemnic do gazet, czy wystąpić w dokumentach o niej samej. Jej sprawa przypominała łudząco sytuację Amandy Knox, która to w ramach Erasmusa, zajebała swoją kumpelę. Ostatecznie została oczyszczona z zarzutów, a cała sytuacja przyniosłs jej ogromną sławę. Powstał film, kilka książek, w grę zaczęły wchodzić poważne, wysokobudżetowe deale. Dzisiaj jest dziennikarką w lokalnej gazecie i stara się pomagać ofiarom błędnych oskarżeń. Mama Madzi różni się od niej tylko tym, że dalej siedzi. Jaki kraj, taka Amanda Knox.
fot.8
fot.9
fot. 10
Czytając niektóre nagłówki, jestem załamany. Ja rozumiem, że tytuł musi być chwytliwy, ale czy Ci dziennikarze nie uważają, że tym sposobem obrażają swoich czytelników i robią z nich najzwyczajniej w świecie idiotów? Chyba, że zamysłem jest wywołanie uśmiechu u czytelnika. Wtedy przyznam, cel został osiągnięty! Co więcej, wybrałem swój ulubiony tytuł, który może idealnie określać moje życie za kilka lat. Nie pytajcie czemu. 

Kto z Was czyta tabloidy? Poniżej prezentuje kilka specjalnie wyselekcjonowanych przeze mnie tytułów, które powinny się Wam spodobać. Nie ma za co! :)







Wstydliwe przyjemności to ogólnie bekowa sprawa. Każdy z nas przeżył kiedyś taką rozmowę, w której okazało się, że coś, co uwielbiasz, jest przez resztę społeczeństwa zrównywane z gównem. I teraz pomyśl, jak się czujesz, kiedy udajesz, że wcale tak jednak nie uważasz, że ogólnie oglądasz Jaka to melodia? dla beki i nie rozumiesz, jak ktoś może tak na serio.

Tak właśnie wygląda moje życie. Seria wymigiwania się z podejrzeń o to, że wszystko, co kiczowate i mało fancy, to nie ja. No bo: "Co? Oglądasz Eurowizję?", "Wyłącz to gówno, Paweł. Blog 27 serio jest chujowy!" albo "Jak możesz pić keczup?!". Oczywiście, że nie. Przy Was nigdy!

Guilty pleasures, na chłopski rozum, to rzeczy, których czujemy, że nie powinniśmy lubić, ale dalej lubimy. Robiłem research wśród innych blogerów, jakie hardcorowe przyjemności sobie fundują, ale nie mówią o nich głośno. W większości byłem zawiedziony... Okazało się, że moje życie jest jednym wielkim guilty pleasure. I jak ja mam napisać coś o moich wstydliwych przyjemnościach, skoro dla innych są to tak bardzo przyziemne rzeczy, jak chociażby... nie wiem, oglądanie Sexmasterki. Pewien prawnik po powrocie do domu ogląda memy - no dramat. Prawnik i memy?! Powinni go zawiesić w prawach prawników. Mam więcej przykładów osób, które niechętnie pochwaliły się swoimi cichymi grzeszkami. Pani pracująca w muzeum po kryjomu ogląda Pretty Woman, dziennikarka przeczytała książkę "Make Life Harder", a sama Hilary Clinton ogląda program o parze, która dekoruje mieszkania. Czy tylko ja nie rozumiem, co w tych rzeczach jest takiego "guilty"?

Po ciężkim rachunku sumienia, wybrałem moje słodkie przyjemności, które sprawiają, że moje serduszko płonie z radości. Bo przecież koniecznie chcecie wiedzieć o mnie jak najwięcej, prawda?

1. Paprykarz


Niby nic dziwnego. Każdy z nas je paprykarz. Ale czy każdy o tym mówi? Przypomnijcie sobie wszystkie te najgorsze momenty w życiu, kiedy musieliście powiedzieć kilka słów o sobie. Czy ktokolwiek z Was przyznał się, że kocha paprykarz? Nie. Ja też nie. Nawet na angielskim, kiedy uczyliśmy się o jedzeniu, na pytanie "What food do you like?" odpowiedziałem pizza, albo spaghetti (bo jest tak samo po polsku). Dzisiaj jestem ponad to i, gdybym mógł cofnąć czas, wróciłbym na salę i powiedział - "I like paprykarz. Paprykarz szczeciński. Cebula too, and everything with czosnek". Taki bym był. A co.

2. Żony Hollywood

Jak już pochwaliłem się moim angielskim, to od razu przejdę do mojej fascynacji, którą są Polki, mieszkające w Stanach Zjednoczonych. "Kobiety sukcesu", które swój sukces zawdzięczają głownie bogatemu mężowi. Nie liczy się jednak jak, tylko sam fakt. Nie ma nic bardziej fascynującego, niż oglądanie, jak nasze rodzime blondynki całe dnie "harują" nad swoim wyglądem, aby mąż po powrocie z pracy mógł za to dać im na nowego szanela. No kocham! Uświadamiam sobie, że przez całą godzinę, dzieje się tam... zupełnie nic, ale problemy dnia codziennego tj. kolor nowego samochodu ("Ja myślałam, że to będzie czerwone ferrari"), brak diamentów w pierścionku (słynne "No diamonds?"), pies Tobby, który nie chce chodzić po czerwonym dywanie ("Ty chodź po ten carpet!"), oraz pytania natury egzystencjalnej - "Czy five milions to dużo?" sprawiają, że jednak mamy jakiś "zarys" ciekawych wątków. Na uwagę zasługuje również polinglisz bohaterek.

3. Syndrom starej baby

Uwielbiam podsłuchiwać obcych ludzi. Nie tylko obcych, ale też. Kiedy jadę pociągiem czy autobusem, zazwyczaj słucham muzyki na słuchawkach. Jak tylko widzę jakąś dramę, wyciszam muzykę i udaję, że w ogóle nie obchodzi mnie ta rozmowa. Nawet dalej podryguję nóżką, żeby nie było. W końcu wcale nie interesuje mnie to, że Bożenę oszukała gazownia. Ja po prostu... Lubię wiedzieć. Kiedyś byłem na tyle bezczelny, że wyciągałem słuchawki i nie starałem się w żaden sposób chować mojej wścibskości. Dzisiaj jestem jednak o tę wiedzę mądrzejszy.

4. Góralski folklor

Nic tak nie rajcuje mojego serduszka jak dobra, góralska muza, do której kierpce same tańczą zbójnickiego, a ciupaga w powietrzu lata jak szalona. Niestety, jeszcze nie zaopatrzyłem się w parę takich fikuśnych bucików - na szczęście wszystko przede mną. Zastanawiam się, jak można nie kochać tych skrzypiec, tej gwary, tej kultury, tego wszystkiego, no! Kiedy pewnego razu byliśmy ze znajomymi na weekend w Krakowie, trwał tam akurat festiwal folkloru. Były występy prezentujące kulturę wielu krajów. Jako, że moich psiapsi raczej nie interesują takie "głupoty", oni poszli zwiedzać Costy i Starbucksy, a ja zasiadłem wraz z innymi współtowarzyszami biesiady (średnia wieku 50+) i czekałem na "naszych" górali. Może to wina tego, że gdzieś tam jakieś góralskie ślady krwi we mnie są, a może to po prostu zjebanie. Ale don't judge!

4. Paradokumenty

Jak może już zdążyliście zauważyć (albo i nie - a jeśli nie, to zapraszam do polubienia fanapge'a www.facebook.pl/lebioblog), uwielbiam oglądać wszystkie paradokumenty. TVN ma cudowną propozycję na spędzenie każdego dnia, ponieważ zaraz po Dzień Dobry TVN, leci ukochana Magda Gessler, a potem cudowny run programów "Ukryta prawda", "Szkoła", "19+" i "Szpital". W międzyczasie na Polsacie oczywiście "Trudne Sprawy" i "Dlaczego Ja", a na TV4 - "Policjantki i Policjanci". Na ogół gardzę takimi produkcjami, ponieważ ogłupiają ludzi, a gra aktorska jest na maksa chujowa, ale... to jest tak dobre na gnicie, że nie wiem, jak ktoś może tego nie oglądać. Te wszystkie problemy są tak bardzo wyssane z dupy, że często chciałbym, żeby życie naprawdę tak wyglądało.

5. Siarska muza

Tak. Słucham siarskiej muzy. Jak każdy z Was. No halo, kto nie lubi sobie czasem zapuścić starych hitów Dody, odkurzać przy Britney Spears "Toxic", drzeć mordy w aucie do Kaśki Cerekwickiej "Na kolana", gotować z "Hey Boy" Blog 27, czy jechać w pociągu z akompaniamentem Justina Biebera "Boyfriend". Nie wierzę, że nie znacie tych piosenek. Mogę jedynie przysiąc, że nigdy nie słuchałem disco-polo z własnej woli. Zazwyczaj jestem zmuszony przez moją mamę, dlatego znam te wszystkie hiciory. Z tym jest trochę tak, jak ze smakiem gówna. Nigdy go nie jadłem, ale wiem, że fasola po bretońsku właśnie tak smakuje. Tłumacząc moją błyskotliwą metaforę: nie muszę tego słyszeć, żeby wiedzieć, że chujowe.

6. The Sims

Wy mi powiecie - "Przecież każdy lubi sobie zrobić kilku simów, zatopić je w basenie albo zbudować fajną chawirkę". No i macie rację. Ale czy każdy lubi oglądać, jak inni ludzie na youtube budują domy, tworzą seriale na podstawie swojej gry, albo robią simowe wersje "Top Model"? Może tak, może nie. Dla mnie to guilty pleasure, bo, jak pojawia mi się taki filmik w proponowanych, to zazwyczaj kwituję to przestraszonym "nie mam pojęcia skąd to się tu wzięło". Bo serio, nie wiem, jak działa algorytm Youtube...

7. Toaleta

Ktoś (pewnie Paulo Coelho) kiedyś powiedział, że człowiek najlepiej się skupia, kiedy... siedzi na toalecie. I ja się z tym jak najbardziej zgadzam! Ile gier przeszedłem, na ile świetnych pomysłów wpadłem, a ile ciekawych rozmów telefonicznych przeprowadziłem... Wiem, to okrutne, kiedy rozmawiasz z kimś o poważnych rzeczach, a nagle w tle słyszysz dźwięk spłukiwania wody. Z tego miejsca przepraszam wszystkich, którzy doświadczyli tego z mojej strony. Naprawdę, nie da się tego zrobić po cichu... W każdym razie, zalicza się to w pewien sposób do guilty pleasures, bo z reguły nie mówię tego każdemu!

6 i pół. Eurowizja

Jestem fanem Eurowizji. Uwielbiam ten konkurs, bo lubię rywalizację między krajami. A bardziej od tej rywalizacji, kocham muzykę. Ta impreza z założenia ma być właśnie o niej. Kiedyś byłaby na pewno jednym wielkim wstydem, ale dzisiaj, po ostatnich trzech latach, kiedy poziom konkursu podniósł się o mniej więcej 100 %, uważam, że nie ma w nim już nic przaśnego, kiczowatego, żałosnego ani takiego. co sprawiałoby, że musiałbym się ukrywać z moją chorobliwą miłością do tej imprezy.

To by było na tyle. Oszczędziłem Wam wszystkich obrzydliwości, o których mógłbym napisać całą książkę, bo najzwyczajniej w świecie nie wypada. Napisałem o toalecie, ale moi drodzy, zdradzę Wam sekret. Dam sobie rękę uciąć, że nawet Ty, osobo która teraz to czytasz (swoją drogą, dzięki za to, że dotarłaś/łeś na sam koniec), w przeciągu ostatnich trzech dni... tak, powiem to... robiłeś... KUPĘ! Jeśli jednak nie, to znaczy, że jesteś chory i musisz jak najszybciej skonsultować się z lekarzem, bo zatrujesz sobie organizm!

Żeby jednak było sprawiedliwie, dajcie znać w komentarzu, czy wy też praktykujecie którąś z tych rzeczy. A może macie inne wstydliwe grzeszki? Możecie mi napisać, nikomu o tym nie powiem!


    Witam Państwa bardzo serdecznie. Mamy 8 marca 2017 roku, więc zapraszam Was na specjalne wydanie wpisu związanego z byciem kobietą na planecie zwanej Ziemią. Ja nazywam się Paweł i ja to napisałem. Jestem chłopcem, o czym może świadczyć zapewne chociażby fakt, że w dowodzie mam literkę M. I ta oto literka z góry sprawia, że między innymi potrafię lepiej prowadzić samochód od kobiet, nie wiem co to łzy, bo nigdy nie płaczę, kocham piłkę nożną, będę zarabiał więcej niż nasze drogie Panie, nie okazując przy tym żadnych emocji, bo w końcu ten typ tak ma. Tak skonstruowany jest świat i musimy się z tym pogodzić czy tego chcemy, czy nie.

Otóż gówno prawda, ale dziś nie o tym.

    Chciałbym się skupić na kobietach, które mają dzisiaj swoje święto i ich roli w społeczeństwie. Nie od dziś wiadomo, że dziołszki zawsze miały (i dalej mają) pod górkę. W końcu to takie małe, delikatne i bezbronne istotki, które nie powinny mieć żadnych praw, bo jeszcze z tego wszystkiego im odwali i będą chciały zawładnąć światem. W końcu Janusz Korwin-Mikke powiedział, że żadna kobieta nigdy nie była mistrzynią szachów, więc TO CHYBA O CZYMŚ ŚWIADCZY MOI DRODZY! Chociaż czy rzeczywiście są takie bezbronne? W wierzeniach Apaczów, kobiety miały zębate pochwy (serio), przez co mężczyźni się ich bali. Na szczęście pewien śmiałek nie wystraszył się od razu, kiedy rozochocony ujrzał żarłoczną sisię. Ze stoickim spokojem, najpierw wsadził w nią kij, ale głodna pochwa zjadła go całego, więc spróbował rzucić w nią kamieniem. W ten sposób udało mu się wybić jej zęby. Możemy tutaj mówić śmiało o tym, że młody Apacz odmienił Wam życie kobiety! Panowie! Jeśli jednak odkryjecie, że Wasza wybranka ma tam jakieś kły, to już wiecie co robić, nie ma za co. 


   Wszyscy znamy historie, w których dziewczyny nie mogą głosować, chodzić do kościoła, uczyć się, pracować, wychodzić z domu, odkrywać szyję, ramiona, muszą zakrywać włosy itd. Ogarnijcie więc najdziwniejsze zasady, jakie panują w innych krajach, a jest to dość przerażające momentami.  

    Na pierwszy ogień weźmy taką Arabię Saudyjską. Każdy wie, że istnieje, że ciapaki, że kozy, kebab i szejki (i wszyscy wiedzą, że nie mówię tu o kręceniu pupką, ani o tym truskawkowym do picia, prawda?). Ale czy ktoś wie, że kobiety nie mogą tam posiadać prawa jazdy? 
    Ja nie mówię, że mi nigdy nie przechodzi przez myśl taka ewentualność, kiedy widzę jak jakaś inteligentna inaczej, nie potrafi zaparkować swojego Smarta na jednym miejscu parkingowym, albo jeśli jeszcze gorzej - parkuje na miejscu dla inwalidów. Tyle, że to tyczy się zazwyczaj obydwu płci.  Władze tłumaczą ten zakaz tym, że jeśli panie mogłyby prowadzić samochody, wzrosłaby liczba rozwodów, pornografii, prostytucji, oraz ... homoseksualizmu. To ma sens! Jednak jak Państwo zadba o swojego obywatela, to tylko się radować! 

    W Brunei kobiety nie mają prawa głosu. Może to i lepiej? One zawsze tak dużo mówią... Natomiast w Libanie mogą głosować tylko te, które posiadają wykształcenie wyższe. Podsumowując. Sebix po skończonej pedałówie - taaaak, Grazia po liceum - nigdy! 

    W stanie Vermont w USA, zamężna kobieta musi poprosić swojego lubego o pisemne pozwolenie na to, żeby mogła nosić sztuczną szczękę. To chyba raczej jasne. Wydaje mi się, że trochę chodzi o to, żeby zabrać jej głos tak jak w Brunei, ale też ze względów bezpieczeństwa w łóżku. W Iranie natomiast kobiety nie mogą oglądać żadnych meczów. Ewidentny ukłon w stronę pań jak i panów. Laseczki mają zakaz, więc idą sobie z psiapsiółami na shopping, a faceci mogą sobie w spokoju przeżywać emocje związane z telewizorem. Na shopping hehe, trochę mnie poniosło. Przykute do kaloryfera mają trudności ze spacerowaniem. Dobra, to nie jest śmieszne. Dalej!  

    Jeśli uwielbiacie wszelkiego rodzaju szpilki, koturny, czy nawet glany - ogólnie wszystkie buty, które wydają dźwięk podczas chodzenia, to nie jedźcie nigdy do Afganistanu (zabrzmiało, jakby każdy chciał tam jechać). Tam kobiety mają zakaz chodzenia w "hałaśliwych" butach. Za to wszystkie zwolenniczki cichobiegów, mają problem z głowy i jeśli nie przeszkadza Wam praca tylko w domu (bo nie mogłybyście pracować poza domem) to rezerwujcie już bilecik. 

    Na koniec najlepsze. W mieście Tremonton, w amerykańskim stanie Utah, kobieta może uprawiać seks z mężczyzną w ambulansie. Gratulacje, coś Wam jednak wolno! Jeśli jednak zostanie złapana na gorącym uczynku, zostanie pociągnięta do odpowiedzialności karnej, a jej nazwisko będzie opublikowane w lokalnych gazetach. Mężczyzna oczywiście jest niewinny, więc nic mu nie grozi. Tu ciekawostka: jedynie w Teksasie, jeśli kura będzie uprawiała stosunek seksualny z facetem, to ona ma do tego jak największe prawo. Jeśli natomiast ziomek jej się odwdzięczy, bo było fajnie i ta kura tak go rozochociła i zrobiła mu dobrze - idzie siedzieć. Więc panowie, pamiętajcie - w Teksasie kura nas tak, ale my jej nigdy! 


    Międzynarodowy Dzień Kobiet dzisiaj to protesty w całej Polsce, w których dziewczyny domagają się m.in. utrzymania standardów opieki okołoporodowej, aby decyzje o ich zdrowiu nie były podejmowane w kościele, dostępu do nowoczesnej antykoncepcji, dofinansowania do in vitro, czy badań prenatalnych najnowszej generacji. To przykre, że w XXI wieku, w dzień, kiedy wszystkie powinny celebrować swoje święto, one muszą wyjść na ulicę, bo władza dalej nie respektuje ich praw i głosu. Te przykłady powyżej są niby śmieszne, ale pomyślcie sobie, że tak jest naprawdę. Że codziennie laseczki zmagają się z dyskryminacją ze względu na płeć, czy to w pracy, czy w rodzinie, w szkole, w polityce. Wszędzie. Dalej myślimy stereotypami. Ja jednak głęboko wierzę, że warto sprawić, by literka w dowodzie nie decydowała o całym naszym późniejszym życiu. 

    Wszystkim kobietkom życzę samych pięknych rzeczy! Abyście nie musiały już nigdy więcej walczyć o swoje prawa, aby każdy traktował Was jak księżniczki i okazywał Wam należyty szacunek, czekolada nie tuczyła, a siłownia nie była koniecznością. Życia usłanego różami i świetnych wspomnień. To Wy ruszyłyście światem i to Wy jesteście przyszłością! Ja w to głęboko wierzę. 


Znamy już wszystkich dziesięciu artystów, którzy powalczą o reprezentowanie Polski w Konkursie Piosenki Eurowizji 2017. W tym roku głosowanie nie należy tylko do widzów. Pojawia się jury, które będzie miało 50% wpływu na ostateczny werdykt. Poprosiłem o opinię dwie osoby (Bartłomieja Górę - członka fanklubu zrzeszającego fanów Eurowizji "I.N.F.E" oraz autorkę bloga Puszka Pandory (www.puszkapandory.com), która potajemnie jest fanką konkursu). Skomentujemy utwory oraz ocenimy je w eurowizyjnej skali. Będzie super. Czas start!

CARMELL - "Faces"


Puszka Pandory:
To całkiem urocza piosenka, melodia jest miła, zachrypnięty głos Gosi kojarzy się z Laną Del Rey. Ale nie ma w niej nic szczególnego, wszystko jest przewidywalne i monotonne. Można się do niej pobujać... i to by było na tyle.

Bartłomiej Góra:
Mam wielki problem z tym utworem. Większość osób go chwali, ja z kolei nie widzę w nim nic nadzwyczajnego. Fajne jest to, że pojawia się zmienne tempo, ale jeśli słyszałbym ten utwór w radiu, to na pewno przeszedłbym koło niego obojętnie. Na Eurowizji tego nie widzę.

Ja:
Przyjemna melodia, mogłaby być soundtrackiem jakiegoś filmu-drogi. Urocza radiówka, która może towarzyszyć w tle podczas jazdy samochodem. Niczym mnie jednak nie zaskakuje ani nie chwyta za serduszko. Nie mam zaufania do artystów, których wykonania na żywo nie ma dostępnego w internecie, przez co ciężko mi ją ocenić.

AGATA NIZIŃSKA - "Reason"


Puszka Pandory:
Podoba mi się głos Agaty. I tylko jej głos. W tej piosence też nie ma nic ciekawego. Nie wiem, co więcej mogłabym powiedzieć. Lubię pianino, więc intro też brzmi całkiem dobrze, ale zdecydowanie nie jest to utwór, który może w jakiś sposób wyróżnić się na Eurowizji.

Bartłomiej Góra:
Pierwsze przesłuchanie i w głowie: halo, halo, Bartek... Znasz ten wokal. Patrzysz na teledysk i nie wierzysz. Mamy polską Celine Dion! Sam jej wokal, akcent już powoduje, że chce się słuchać dalej. Bardzo dobra ballada na wysokim poziomie. Co najważniejsze, wpada w ucho, co jest rzadko spotykane przy balladach. Jestem na tak!

Ja:
Z głosu przypomina Celine Dion - co na Eurowizji może okazać się plusem. Sama piosenka może nie jest jakimś ewenementem, ale zawsze jestem miło nastawiony do "noname'ów", którzy zaskakują talentem. Tutaj on ewidentnie jest. Na tle stawki jednak utwór może przepaść.

PAULLA - "Chcę tam z tobą być"


Puszka Pandory:
Może się mylę, ale wydaje mi się, że lepiej jechać na Eurowizję z utworem w języku angielskim. Nawet jeśli melodia tej piosenki jest chwytliwa, to nikt z zagranicy nie będzie jej sobie śpiewał pod nosem. Oprócz tego, to po prostu kolejna propozycja nadająca się jedynie do delikatnego podrygiwania nóżką.

Bartłomiej Góra:
Na początku fajny bicik, myślisz: będzie coś ciekawego. A tu nagle głos Paulli. Mam wrażenie, że kobieta śpiewa, jakby jej odcinali dostęp do powietrza. Jedyny polski utwór w stawce, ale to chyba w niczym nie pomoże. Śmiem twierdzić, iż jest to najsłabsza propozycja w tegorocznych eliminacjach.

Ja:
Nie zgadzam się na polskie propozycje. Z góry wiadomo, że ciężej dotrzeć z piosenką w ojczystym języku do większych mas. Teledysk przypomina mi strasznie "Blank Space" Taylor Swift - polish version 2.0. Sama Paulla, często porównywana z Edytą Górniak (uważam, że nie do końca trafnie), zupełnie nie przekonuje swoim utworem. W linii melodycznej pojawiają się dziwne sample, które brzmią jakby wykonywała je weselna orkiestra. Jestem na nie.

LANDBERRY - "Only human"


Puszka Pandory:
O, ta melodia wydaje mi się znajoma! No właśnie, nie wiem, jak spojrzą na to ludzie "z góry", w końcu pierwsza, polskojęzyczna wersja tej piosenki została wydana w sierpniu, czyli przed terminem wydawania utworów, które można zgłaszać na Eurowizję. Jeśli jednak ten fakt zostanie jakoś zaakceptowany, to mogę powiedzieć, że to jedna z naszych najlepszych propozycji. Przyjemna, szybka, "imprezowa", wybija się na tle pozostałych polskich piosenek.

Bartłomiej Góra:
W wakacje utwór w wersji polskiej "wychodził z lodówki". To naprawdę kawałek, pasujący na Eurowizję. W Euroclubie może robić za hit, jak rok temu Margaret i jej "Cool me down" (R.I.P. Warsaw 2017). Podobno troszkę kuleje na żywo, ale zeszłoroczna Eurowizja pokazała, że to nie jest aż tak ważne.

Ja:
Każdy zna polską wersję piosenki, czyli popularny "Piątek". Anglojęzyczna jest moim zdaniem troszkę gorsza, ale to nieistotne. Ostatecznie artystka została dopuszczona do krajowych eliminacji, mimo nieregulaminowego zgłoszenia. Świeża propozycja, osadzona w aktualnych trendach. Uważam, że ma możliwości, ale dużo zależy od prezentacji.

OLAF BRESSA - "You look good"


Puszka Pandory:
Nie podoba mi się jego głos. Piosenka może i wpada w ucho, ale bardziej kojarzy mi się z twórczością Jonas Brothers niż dobrą propozycją na Eurowizję. Jest to też tysięczna piosenka, w której gwiazdy nie świecą... Znajdźcie w końcu inny poetycki tekst.

Bartłomiej Góra:
Jestem ciekaw tego chłopaka. Jak poradzi sobie na żywo? Dobra, popowa radiówka, jednak moim zdaniem, tylko na polski rynek muzyczny. Przy tylu balladach, wiadomo, że utwór będzie się bardzo wyróżniał, ale wielkiego sukcesu tu nie wróżę.

Ja:
Moim zdaniem to jedna z najgorszych propozycji. Jego głos strasznie mnie irytuje. Zastanawiam się, czy nie lepszy byłby już Mateusz Maga ze swoim szlagierem "First Kiss". Trochę byśmy się pośmiali, coś by się działo, a tak Olaf zniknie gdzieś wśród reszty utworów jak cichy pierd. Było kilka lepszych propozycji, które mogły zostać dopuszczone.

ANETA SABLIK - "Ulalala"


Puszka Pandory:
Aneta wcale nie brzmi, jakby była szczęśliwa. A tytuł doskonale oddaje przekaz całej piosenki, "Ulalala", moi drodzy, i tyle. To w sumie mógłby być jedyny komentarz do tej propozycji. Ulalala.

Bartłomiej Góra:
Ulalala... Niby takie kiczowate, ale jak zostaje w głowie, to już nie może z niej wyjść. To może być mocny punkt tego utworu. Słychać tutaj światowy poziom kompozytora, który czuje trendy. Banalny tekst, ale przy takim lekkim utworze o to właśnie chodzi.

Ja:
Znaczącym plusem jest rozbudowany refren, który trafia w każde serce prawdziwego fana nucenia piosenek. Żartuje. Tak serio, to podoba mi się melodia, jest mega dobra, ale tekst jest po prostu słaby. Można puszczać jako zapychacz w klubach, kiedy między godziną 4 a 6 wszyscy są tak najebani, że nie mają siły śpiewać niczego innego niż "ulala".

KASIA MOŚ - "Flashlight"


Puszka Pandory:
Niby kolejna ballada, których na Eurowizji jest pełno. Ale ta ma swój niepowtarzalny klimat. Skrzypce w tle to super sprawa, wiolonczela też, a bit jest dobry. Lubię głos Kasi, jest mocny i pasuje do tej piosenki. Będę zła, jeśli Flashlight nie zostanie wybrane. Mimo, że Kasia ewidentnie wygląda, jakby jadła za mało. Skąd w takim ciałku taki potężny głos?

Bartłomiej Góra:
Dzięki Ci, Boże, za to, że Kasia jest Polką! Jaki Szpak jest, każdy widzi (tak pisałem rok temu i wygrał polskie preeliminacje), więc: JAKA MOŚ JEST, KAŻDY WIDZI! Ten utwór to chyba dzieło Boga. Ludzie mówią, że nie ma refrenu. Żal mi ich, bo muszą być głusi. Kasia zrobiła tutaj świetny manewr, refren w niższej tonacji niż zwrotki, co jest rzadkością. Mega mocny utwór, świetne wizualizacje. Mogę powiedzieć, iż Eurowizja w Kijowie jest nasza. Nie zmarnujmy tej szansy.

Ja:
Uwielbiam. Tajemnicza, mroczna, mocna. Te trzy słowa idealnie określają tę propozycję. Kasia kolejny raz (3) próbuje swoich sił w preselekcjach. Miejmy nadzieję, że w tej sytuacji spełni się popularne "do trzech razy sztuka". Perfekcyjny wokal, o który nie trzeba się martwić, a do tego świetny angielski, więc nie będzie wstydu. To mój typ!

ISABELL OTRĘBUS-LARSSON - "Voiceless"


Puszka Pandory:
Przekaz jest, to prawda i to jest plus tej piosenki. Nie powiem, że jedyny, bo nie zrobiła na mnie złego wrażenia. Ale nie mogę też powiedzieć, że chwyciła mnie za serce. Wpada w ucho, ale to kolejny utwór z tych przeciętnych, których nie zapamiętamy na długo.

Bartłomiej Góra:
Będzie ballada, będzie ballada - tak myślałem, patrząc na tytuł i artystów, którzy tworzyli ten utwór. I co? Bardzo dobry, popowy kawałek, typowy dla radia, ale i na ESC. Można zdecydowanie wyczuć szwedzką robotę. Bardzo miłe zaskoczenie tych preselekcji. Iza zdecydowanie może pokusić się o wysokie miejsce w Kijowie.

Ja:
Przyznam szczerze, że kiedy słyszę początek utworu i jest tam coś o pistolecie, śmierci czy innej takiej rzeczy, to od razu jestem negatywnie nastawiony. Piosenka o uciśnionych, która jest moim zdaniem zbyt perfidna w swoim przesłaniu. Refren brzmi jak tanie disco. Nie ten poziom, zupełnie nie ten.

MARTIN FITCH - "Fight for us"


Puszka Pandory:
Gdy usłyszałam początek, myślałam, że to Shawn Mandeles zdecydował się reprezentować Polskę ze swoim "Treat you better". A potem okazało się, że dalej nie jest tak dobrze, jak w piosence Shawna. Wysoka oktawa dobrze brzmi w wykonaniu Zayna w "I don't wanna live forever", ale tutaj Martin mógł sobie to podarować.

Bartłomiej Góra:
Chyba moje największe rozczarowanie. Marcin, człowiek, który zna Eurowizję od kuchni, daje nam utwór, który kompletnie nie pasuje do jego możliwości wokalnych. Sama piosenka prosi się o wiele poprawek. Najgorsze są chyba te wstawki, imitujące krzyki, które tylko odstraszają od dalszego słuchania, a mnie osobiście śmieszą.

Ja:
Martin Fitch, czyli po prostu Marcin Mroziński, który już raz reprezentował Polskę w konkursie. Sam utwór przypomina mi "Treat you better" Shawna Mandelesa. Wręcz identyczna linia melodyczna. To nie jest fajne. Można mieć podobny głos, ale nie utwór. Wydaje mi się, że tylko dlatego, że przypomina mi jedną z moich ulubionych piosenek, stawiam ją w rankingu nieco wyżej niż inne propozycje. Jednak uważam, że dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki, zwłaszcza, kiedy pierwszy raz był bardzo słaby.

RAFAŁ BRZOZOWSKI - "Sky over the Europe"


Puszka Pandory:
Nie potrafię powiedzieć nic dobrego o tej piosence. Melodia trochę zalatuje Disney'em, ale w zdecydowanie gorszym wydaniu. Nie obroni się ani dobrym głosem Rafała, ani czymkolwiek ciekawym, bo nie ma w niej ani jednego, ani drugiego. Nie polecam.

Bartłomiej Góra:
Największa "gwiazda" preselekcji, a zarazem najgorszy utwór. Coś za coś. Większej nudy nie słyszałem już dawno. Myślałem, że Paulli nic nie przebije, ale myliłem się. Chyba pozostaje mi tylko zapytać TVP, czym kierowali się przy wyborze: utworem czy nazwiskiem? Znam wiele lepszych utworów, które starały się o udział w preeliminacjach. Rafał, to na bank nie twój rok.

Ja:
Jego nazwisko mogło sporo zamieszać. Okazało się, że tylko nazwisko. Utwór jest... nudny, banalny. Nie ma w nim nic, co mi się podoba. Na szczęście Eurowizja to konkurs piosenki a nie wykonawców, więc polecam wszystkim nie głosować na niego tylko dlatego, że to Rafał, który kiedyś miał fajną nutkę, która leciała w radiu.

W naszym głosowaniu rozdzielamy punkty w systemie eurowizyjnym - 12, 10, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2, 1.

Podsumowując nasze głosy, tak wygląda nasz top:

1. Kasia Moś                               36 pkt
2. Landberry                              28 pkt
3. Isabell Otrębus - Larsson      21 pkt
4. Carmell                                  17 pkt
    Aneta Sablik
    Agata Nizińska
7. Martin Fitch                            14 pkt
8. Paulla                                      12 pkt
9. Olaf Bressa                             8 pkt
10. Rafał Brzozowski                   4 pkt

Tak wyglądają nasze typy. A jak wyglądają Wasze? Już w sobotę Krajowe Eliminacje do Konkursu Piosenki Eurowizji 2017 o 20.30 na TVP 1. Ja tam będę, więc jeśli chcecie zobaczyć, jak to wszystko wygląda od kulis, zapraszam na mojego snapa @lebiooo oraz na fanpage www.facebook.pl/lebioblog

P.S. Jeśli interesujesz się Eurowizją, albo chcesz wiedzieć o niej więcej, zapraszam do odwiedzenia strony www.infepoland.eu.

PS.2 Jeśli spodobały Ci się opinie Puszki Pandory, zajrzyj do niej na bloga. Tam znajdziesz o wiele więcej jej ciekawych spostrzeżeń. www.puszkapandory.com